Bohater Ricardo
Treść
Portugalski bramkarz Ricardo był bohaterem meczu z Anglią, decydującego o awansie do półfinału mistrzostw świata. Zawodnik Sportingu Lizbona w serii rzutów karnych obronił bowiem aż trzy "jedenastki", czym przesądził o wygranej swojej drużyny. Po 120 minutach gry żadnemu z zespołów nie udało się zdobyć ani jednej bramki. Antybohaterem spotkania był z kolei Wayne Rooney - największa nadzieja angielskiej piłki.
Młody angielski napastnik uważany jest za jednego z najzdolniejszych piłkarzy świata. Wielu widzi przed nim świetlaną przyszłość, ale by tak się stało, musi on przede wszystkim poskromić swój charakter. Bo Rooney, silny, bezkompromisowy, zdecydowany, czasami traci nad sobą kontrolę. Tak było w 62. min meczu z Portugalią.
Liczyła na niego cała Anglia. Najmocniej trzymała kciuki, gdy wracał do zdrowia po kontuzji. Potem drżała, kiedy uraz wyeliminował z mistrzostw Michaela Owena. W sobotę miał pomóc Wyspiarzom awansować do półfinału mistrzostw, a jednym głupim i nieodpowiedzialnym zagraniem wszystko zaprzepaścił. W owej 62. minucie tuż przed oczyma sędziego Rooney kopnął bowiem bez piłki Ricardo Carvalho i sędzia Horacio Elizondo z Argentyny musiał pokazać mu czerwoną kartkę. Było to drugie poważne osłabienie Anglii w tym meczu - dziesięć minut wcześniej boisko opuścił kontuzjowany David Beckham.
Portugalczycy jednak nie potrafili tego wykorzystać. W całym spotkaniu mieli sporo problemów z konstruowaniem akcji, widoczny był brak pauzującego za kartki Deco. Podopieczni Luiza Felipe Scolariego oczywiście starali się narzucić warunki rywalowi, próbowali strzałów z dystansu (Cristiano Ronaldo i Luis Figo, któremu zabrakło naprawdę niewiele), ale bez skutku. Najlepszą okazję mogli mieć w 13. min, gdyby Tiago zorientował się w porę, że we własnym polu karnym piłkę stracił Frank Lampard. Tak się nie stało.
Paradoksalnie, nawet grająca w osłabieniu Anglia prezentowała się nieco korzystniej. Dużo ożywienia wniósł do jej gry zmiennik Beckhama, Aaron Lennon. W 83. min mógł nawet zdobyć bramkę, gdy dobijał uderzenie Lamparda. W obu przypadkach górą był Ricardo.
Anglicy mogli mieć także pretensje do sędziego za to, że tuż po przerwie nie podyktował dla nich "jedenastki" za zagranie ręką Nuno Valentego. Horacio Elizondo uznał, że nie było to zagranie celowe; decyzja dość kontrowersyjna.
Jako że po 120 minutach gry nie padł ani jeden gol, o wszystkim miały zadecydować rzuty karne. Ich bohaterem okazał się Ricardo, który w świetnym stylu obronił strzały Lamparda, Stevena Gerrarda oraz Jamie'ego Carraghera. Jeszcze nigdy w historii mistrzostw żaden bramkarz nie obronił w jednym meczu trzech "jedenastek".
Portugalia zagra zatem w półfinale. Jej trener Luiz Felipe Scolari cztery lata temu doprowadził do mistrzostwa świata Brazylię. Nie trzeba dodawać, o czym marzy teraz. Zwłaszcza gdy "Canarinhos" nie ma już na turnieju.
Wynik
Portugalia - Anglia 0:0. Rzuty karne: 3:1. Karne: Simao Sabrosa, Helder Postiga, Cristiano Ronaldo - Owen Hargreaves.
Pisk
"Nasz Dziennik" 2006-07-03
Autor: ab