Bliżej porozumienia
Treść
Ponad 8 godzin trwały rozmowy ze strajkującymi górnikami Kopalni Węgla Kamiennego (KWK) "Budryk". Protestujący zapowiadali wcześniej, że w razie fiaska zadecydują, czy podjąć strajk okupacyjny, jednak w trakcie rozmów z zarządami kopalni "Budryk" oraz Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) groźba ta została oddalona.
Zarządy Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) i strajkującej od 12 dni kopalni "Budryk" w Ornontowicach na wczorajszym spotkaniu przedłożyły protestującym projekt porozumienia przewidującego średni wzrost wynagrodzeń w tym roku o mniej więcej 17 procent. - Postulaty, które wniesiono z końcem października, generalnie zmierzają do tego, że protestujący chcą natychmiastowego zrównania płac górników w kopalni "Budryk" do średniej w JSW - informował nas przed rozmowami Mirosław Kwiatkowski, rzecznik KWK "Budryk" SA. Wskazał także na dochodzące do niego wypowiedzi od górników z JSW, którzy stawiają sprawę jasno: "Jeśli 'Budryk' będzie zarabiać tyle, co średnia w JSW, to dlaczego inne kopalnie tej spółki, które są ciągle poniżej tej średniej, nie mają się tego samego domagać?".
W trakcie wczorajszych rozmów udało się ustalić 13 punktów spornych, pozostał tylko jeden najważniejszy, dotyczący płac. - Stanęliśmy na czternastym, tym najistotniejszym, czyli wyrównaniem średniej płacy do poziomu JSW. My się nie zgodzimy na ten postulat na pewno, a właśnie protestujący tego żądają - poinformowała nas Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik JSW.
Wobec tak twardego stanowiska obu zarządów związkowcy zdecydowali się wysunąć kompromisową propozycję, której przyjęcie będzie oznaczać, po akceptacji protestującej załogi, zawarcie porozumienia i przerwanie strajku. Górnicy chcieli, aby wyższy od proponowanego przez zarząd wzrost płac ograniczyć do pracowników ciągu technologicznego, czyli głównie górników dołowych i pracowników przeróbki węgla. Przedstawiciele kopalni i JSW poinformowali, że muszą policzyć skutki finansowe propozycji związkowców. Nie chcieli przesądzać, czy zostanie ona przyjęta.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik" 2007-12-29
Autor: wa