Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Biskup Kiernicki na ołtarze

Treść

Ojcowie franciszkanie konwentualni pracujący na Ukrainie w przyszłym roku chcą rozpocząć proces beatyfikacyjny ks. bp. Rafała Władysława Kiernickiego OFMConv., biskupa pomocniczego odrodzonej archidiecezji lwowskiej, legendarnego lwowskiego kapłana, ogromnie zasłużonego dla polskiej społeczności Lwowa. Przez lata o. Rafał Kiernicki był proboszczem w lwowskiej archikatedrze. Wierni zapamiętali go jako świętego kapłana i wielkiego patriotę.
- Zwrócimy się do naszych władz zakonnych i kościelnych, by 2010 r. w 15. rocznicę śmierci o. Rafała Kiernickiego można było rozpocząć proces beatyfikacyjny naszego współbrata. Ziemia ukraińska potrzebuje świadków chrześcijańskiego życia, potrzebuje świętych. Takim człowiekiem - w naszym przekonaniu - był o. Rafał, który w okresie reżimu sowieckiego nie bał się wyznawać swojej wiary i pozostał na tych ziemiach do końca swego życia - mówi o. Andrzej Wanat OFMConv, proboszcz parafii w Borysławiu.
Przez lata o. Rafał Kiernicki był proboszczem w lwowskiej archikatedrze. Wierni zapamiętali go jako świętego kapłana i wielkiego patriotę. - Do dziś żyje wielu świadków pamiętających o. Rafała; wspominają go jako niezmordowanego zakonnika. Wśród nich jest grono byłych ministrantów z katedry. Niektórzy z nich zostali kapłanami. Wiele osób pamięta chwile sakramentu pokuty, którego udzielał o. Kiernicki.
W archiwach ojców franciszkanów znajduje się wiele świadectw ludzi pamiętających ojca Rafała. W jednym z nich czytamy: "W 1958 r. w lutym, po wygłoszeniu pierwszego kazania rekolekcyjnego, za osobistym nakazem Chruszczowa, usunięto o. Rafała z pracy w katedrze i innych kościołach. Był to ogromny cios dla katedry i wiernych. Wierni, nie składając rąk, zbierali podpisy, pisali do Kijowa i Moskwy prośby, broniąc księdza. Ojciec Rafał mężnie znosił ciosy losu i w ciągu 8 lat nie zaprzestał służby duszpasterskiej. Pracował jako stróż w Parku Stryjskim, pełnił dyżur w przychodni przeciwgruźliczej, w innych instytucjach, lecz zawsze nocą, ażeby we dnie mieć możliwość pełnić obowiązki duszpasterskie. Nie zważając na zakaz, spowiadał wiernych w bocznych kaplicach katedry lwowskiej lub odprawiał Mszę św. przy zamkniętych drzwiach w kościele św. Antoniego.
W Wielki Czwartek 1964 r. o. Rafał odprawiał nabożeństwo przy drzwiach zamkniętych w kościele św. Antoniego, przez zakrystię weszli dwaj enkawudziści i zabrali księdza. Opowiadał mi później o. Rafał, że miał przy sobie dwie karteczki z napisanymi intencjami na Msze św., jeden papierek połknął, a drugi schował do buta, ale na szczęście nie robili ojcu osobistej rewizji i wypuścili, grożąc, że jeżeli jeszcze raz ojca złapią, wtedy go zaaresztują. Dopiero po 8 latach o. Rafał wrócił do katedry". - Ojciec Rafał był naszym współbratem, choć przez jakiś czas zapomnianym. Teraz chcemy przypomnieć jego postać, przedstawić jego święte życie, pokazać, że jego miłość do Boga, ludzi i zakonu zwyciężyła; niech więc dalej przynosi owoce Kościołowi na Wschodzie - mówi o. Andrzej Wanat. Ojcowie franciszkanie zwracają się z prośbą o kontakt do wszystkich, którzy pamiętają biskupa lub którzy za jego wstawiennictwem otrzymali szczególne łaski: Klasztor Franciszkanów, ul. Dzierżyńskiego 15, 08-300 Boryspol; e-mail: boryspol@franciszkanie.pl
Małgorzata Pabis
O. Łucjan Królikowski OFMConv:
Ojciec Rafał był moim profesorem. Uczył mnie filozofii z o. Albertem Wojtczakiem. Tych dwóch wykładowców pamiętam najbardziej, bo oni byli najbardziej aktywni tam, w tym czasie, kiedy Polska dostała się pod władzę komunistów. Obydwaj byli młodzi i najbardziej zaangażowani w ratowanie Polaków. Byli narażeni na deportację, na aresztowanie. Mieszkali tak "po domach", przeważnie w domach studentów Uniwersytetu. W dzień przychodzili nas uczyć. Jako profesorowie byli bardzo, bardzo wymagający.
Kiedy pewnego dnia - my młodzi franciszkanie, studenci filozofii, zostaliśmy aresztowani, o. Rafał przyszedł do komisariatu nas pożegnać. Pocieszał, podnosił na duchu. Mówił: "Słuchajcie, jesteście młodzi. To, co macie w głowie i w sercu, pomoże wam przetrwać nawet obóz koncentracyjny. Podnieście głowy. Pamiętajcie, że Bóg jest z nami, na pewno więc tę gehennę jakoś przetrzymacie. A jeśli nie przetrzymacie, jeśli tam utkniecie, to świat się nie zawali".
Rano poszliśmy wezwani na komisariat i tam nas aresztowano. Staliśmy tam o głodzie. Ojciec Rafał przyniósł nam trochę jedzenia, bieliznę, płaszcz, bo nie mieliśmy ze sobą nic. Nie miałem nawet czapki. Słowa o. Rafała towarzyszyły nam przez cały czas.
not. Małgorzata Pabis
"Nasz Dziennik" 2009-12-09

Autor: wa