Bis gonił bis
Treść
Wyszukany program i mistrzostwo występujących artystów sprawiły, że większość z 23 festiwalowych koncertów kończył się gorącą owacją i wieloma bisami. Rekord w tym względzie pobił Adam Makowicz, który bisował pięć razy. Taką samą liczbę bisów ma na swoim koncie znakomity chór "Swietilen" z Rostowa. Zaraz po nich uplasował się Eugen Indjić, który po pięknie zagranym Koncercie fortepianowym e-moll Chopina bisował cztery razy.
Już wspaniały koncert inauguracyjny (o czym pisaliśmy) dobrze rokował całemu festiwalowi, co znalazło pełne potwierdzenie w pozostałych imprezach. Bez wątpienia wydarzeniem artystycznym był chopinowski maraton, którego program wypełnił cały festiwalowy dzień. Pierwszy z trzech recitali dał Hubert Salwarowski - jego Chopin był co prawda nieco zbyt masywny, ale za to Prokofiew urzekał pięknym dźwiękiem i temperamentem. Znacznie słabszy (by nie powiedzieć fatalny) recital dała Indre Żelvyte. Na szczęście występująca po niej Regina Smędzianka udowodniła bez najmniejszej wątpliwości, że tytuł "Wielkiej Damy Polskiej Pianistyki", który od lat jest jej przypisany, nie stracił na swojej aktualności. Mazurki w jej ujęciu urzekały polskim klimatem, nokturny - nastrojem, a walce - zwiewnością. Wieczorną galę chopinowską rozpoczął Jerzy Stryjniak, który zaprezentował nie tylko piękny dźwięk, ale także znakomitą technikę. "Andante spianato" zagrane delikatnym dźwiękiem było wstępem do Poloneza Es-dur potraktowanego jednak ze zbyt wielkim rozmachem i dynamiką. Philippe Giusiano w II Koncercie fortepianowym f-moll pokazał nienaganną technikę i elegancję. Wieczór zakończył Eugen Indjić - to już była pianistyka z najwyższej półki. Solistom towarzyszyła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii z Koszyc pod czujną batutą Jerzego Swobody. Niestety, zespół nie zachwycał ani spoistością brzmienia, ani stopniem zgrania.
Koncert pod hasłem "Wirtuozi nowego wieku" dał okazję do kontaktu ze sztuką dwojga utalentowanych młodych muzyków: Marii Machowskiej - skrzypce, i Stanisława Drzewieckiego - fortepian. Co prawda jego wykonaniem Poloneza As-dur op. 53 i III Scherza cis-moll trudno się było zachwycić. Ale ich wspólne wykonanie Ballady na skrzypce i fortepian Stanisława Drzewieckiego można było przyjąć bez większych zastrzeżeń, podobnie zresztą jak Sonaty A-dur na skrzypce i fortepian Francka.
Sensacją okazała się za to młoda utalentowana skrzypaczka Anna Maria Staśkiewicz, która z towarzyszeniem Orkiestry Kameralnej PR "Amadeus" pod dyrekcją Agnieszki Duczmal wspaniale zagrała "Cztery pory roku w Buenos Aires" Piazzoli. Był to czysty popis muzykalności, poczucia rytmu, temperamentu i pięknego, czystego dźwięku. W tym samym koncercie wystąpił Adam Makowicz i tutaj mam nieco pretensji o klasykę. Zagrany przez niego Koncert fortepianowy F-dur KV 414 Mozarta nie spełniał żadnych kanonów tego gatunku. Nie ten dźwięk, nie ta artykulacja. Dopisane kadencje mi się nie podobały. Na dodatek solista często się mijał z orkiestrą. Bardziej do tego wykonania pasowałoby określenie: wariacje na temat lub parafraza Koncertu F-dur KV 414. Tak zresztą postąpił Adam Makowicz z dwoma Preludiami Chopina: a-moll nr 2 z opusu 28 zagranego w tonacji e-moll oraz A-dur nr
7 z tego samego opusu zagranego w tonacji Es-dur, w obu przypadkach sam dopisał warstwę orkiestrową. Słuchało się tego z czystą przyjemnością. Jednak pełne mistrzostwo pokazał Makowicz w opracowanych przez sobie standardach jazzowych i kompozycjach własnych. Tutaj charakterystyczna dla niego artykulacja i dźwięk nabierały właściwego wymiaru.
Jubileuszowy festiwal miał wymiar prawdziwie ekumeniczny. Kolegiata w Wiślicy była najpierw miejscem prezentacji słynnego motetu "Exultate jubilate" Mozarta pięknie zaśpiewanego przez Małgorzatę Olejnik. Po nim tę wspaniałą świątynię wypełniła muzyka cerkiewna w wykonaniu chóru "Świetilen" z klasztoru staroczerkawskiego z Rostowa nad Donem. Wieczór uzupełniła pięknie zagrana przez Śląską Orkiestrę Kameralną pod dyrekcją Mirosława Jacka Błaszczyka "Suita z czasów Holberga" Griega.
- Ten koncert połączył z sobą elementy religii Wschodu i Zachodu - powiedział wzruszony koncertem proboszcz parafii ksiądz Zygmunt Pawlik na zakończenie.
Równie wspaniale okazanego ducha ekumenicznego można się dopatrzyć w fakcie, że ksiądz Marek Podyma, proboszcz parafii św. Brata Alberta w Busku, dał deski na budowę sceny w zabytkowej synagodze w Pińczowie, gdzie odbył się interesujący wieczór muzyki żydowskiej. Podzielono go na dwie części. Najpierw był koncert muzyki i poezji żydowskiej, w jego ramach Ludmiła Worobec Witek i Artur Jaroń dali piękną interpretację Fantazji A-dur na tematy opery "Faust" Henryka Wieniawskiego i modlitwy Brucha. Drugą część wieczoru wypełnił autorski program Leopolda Kozłowskiego "Rodzynki i migdały".
Pozostając przy muzyce sakralnej, należy jeszcze wspomnieć o koncercie "Ave Maria w muzyce sakralnej", który odbył się w pięknym zabytkowym kościele w Stopnicy. Jego bohaterami byli: Ewa Warta-Śmietana - sopran, Jacek Ozimkowski - bas-baryton, Reneta Żełobowska-Orzechowska - fortepian, i Paweł Korepta - organy. Program obejmował m.in. pieśni Gounoda, Donizettiego, Dossa, Schuberta, Stradelli, Pergolesiego.
Trudno w tym omówieniu pominąć koncert "Wiesław Ochman i jego goście", którymi byli: Magdalena Idzik, Aneta Góral i Artur Jaroń oraz Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Donośląskiej w Jeleniej Górze pod batutą Janusza Powolnego. Przez ponad 2 godziny gorąco oklaskiwano operowe i operetkowe arie i piosenki oraz znane dzieła instrumentalne i uwertury, w tym zagraną przez Artura Jaronia "Błękitną rapsodię" Gershwina. Nie można też pominąć interesującego koncertu kameralnego z udziałem Joanny Trzeciak - fortepian, i Pierre'a Hommage'a - skrzypce, którzy zaprezentowali w wyjątkowo piękny sposób Sonatę F-dur "Wiosna" Beethovena oraz Sonatę G-dur Ravela. Na bis usłyszeliśmy popularną "Medytację" z opery "Thais" Masseneta.
Finałowy koncert trwał blisko 4 godziny. Zaproszeni przez Bogusława Kaczyńskiego - Grażyna Brodzińska, Iwona Tober, Marta Abako, Ryszard Wróblewski i Tadeusz Szlenkier oraz Sławomir Chrzanowski i kierowana przez niego Filharmonia Zabrzańska - prezentowali z ogromnym wdziękiem i humorem największe z operetkowych arii i duetów.
Można się pokusić o stwierdzenie, że był to festiwal na prawdziwie europejskim poziomie.
Adam Czopek
Nasz Dziennik 16-07-2004
Autor: DW