Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Biorą się za nich

Treść

Prokuratura coraz częściej wzywa czołowych polityków obozu lewicy, stawiając im zarzuty związane z pełnionymi przez nich w latach 2001-2005 funkcjami państwowymi. Najpierw afera starachowicka - za ujawnienie tajemnicy służbowej skazany został wiceminister spraw wewnętrznych Zbigniew Sobotka. Obecnie w Sejmie pojawił się wniosek o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Siemiątkowskiemu - pod identycznym zarzutem. Do ich grona dołączył wczoraj Marek Ungier, były szef gabinetu Aleksandra Kwaśniewskiego. Prokuratorzy zaczynają też stawiać zarzuty w związku z zatrzymaniem prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego.
Katowicka prokuratura prowadzi postępowanie na wniosek sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen. Został on skierowany po tym, jak podczas przesłuchania Wiesław Kaczmarek opowiedział o swoim spotkaniu z Ungierem. 7 sierpnia 2003 r., podczas wizyty w Pałacu Prezydenckim, Ungier poprosił Kaczmarka na rozmowę w cztery oczy. Najpierw poprosił o wyjęcie baterii z telefonu komórkowego (dopiero takie działanie, a nie samo wyłączenie telefonu, uniemożliwia podsłuchanie rozmowy), a następnie zapytał wprost, czy Kaczmarek wziął 5 mln USD łapówki od Łukoilu za obietnice prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej. Tym samym przekazał rozmówcy informacje zawarte tydzień wcześniej w notatce szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego, sporządzonej po rozmowie z Janem Kulczykiem, a przekazanej m.in. prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Tyle że informacje zawarte w tym dokumencie obarczone były klauzulą "ściśle tajne", a nazwiska prezydenckiego ministra nie było w rozdzielniku tej notatki.
Albo więc bezprawnie miał do niej dostęp, albo wszedł w posiadanie tajnej informacji w inny sposób. Nie ulega jednak wątpliwości, że sugestią o wyjęciu baterii z telefonu przekazał Kaczmarkowi czytelny sygnał, że są prowadzone wobec niego działania operacyjne w tej sprawie. Później miał nawet dodać, że w jego sprawie służby prowadzą postępowanie.
Zdaniem komisji śledczej, Ungier ujawnił tajemnicę służbową. Ten pogląd podzieliła prokuratura, ale przełożenie tych faktów na dowody procesowe nie będzie łatwe. Tym bardziej że sam Kaczmarek nie uważa, iż Ungier go ostrzegł, a jedynie "przekazał informację". Z takim samym tłumaczeniem mieliśmy do czynienia w przypadku posła Andrzeja Jagiełły w sprawie Starachowic.
W końcu października ubiegłego roku, gdy komisja skierowała do prokuratury wniosek w sprawie Ungiera, swojego ówczesnego ministra i przyjaciela bronił prezydent Aleksander Kwaśniewski. Wybielał go oczywiście, twierdząc, że "od pewnego czasu, wcześniej niż otrzymał notatkę, krążyła po Warszawie plotka o jakichś łapówkach i wiązano ją z Kaczmarkiem, więc Ungier chciał ją tylko zweryfikować".
Co ciekawe, Ungierowi postawiono także zarzut składania fałszywych zeznań w związku ze sprawą zatrzymania prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego. Nie są znane szczegóły tego zarzutu, a sam Ungier był nim "zdumiony". Katowicka prokuratura nie potwierdza na razie, że kolejne zarzuty w tej sprawie (tym razem przekroczenia uprawnień) zostaną postawione byłemu szefowi Urzędu Ochrony Państwa, a potem Agencji Wywiadu - Zbigniewowi Siemiątkowskiemu, oraz jego byłemu zastępcy płk. Mieczysławowi Tarnowskiemu. Ten drugi ma się stawić w prokuraturze dzisiaj. Zbigniew Siemiątkowski ma też inne kłopoty - Prokuratura Krajowa skierowała do Sejmu wniosek o uchylenie mu immunitetu poselskiego. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu chce postawić mu zarzut ujawnienia tajemnicy państwowej i spowodowania przecieku ze śledztwa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wobec spółki PERN, zarządzającej ropociągami. W marcu 2004 r. bydgoska ABW podsłuchała rozmowę działaczki SLD i znajomej ministra Renaty K. z płockim przedsiębiorcą Markiem G. Powołując się na rozmowę z Siemiątkowskim, poradziła mu, by "poczyścił sobie" umowę z PERN. Przez dziewięć miesięcy ABW nie poinformowała prokuratury, co udało się jej podsłuchać. Po publikacjach prasowych na ten temat sprawa nabrała tempa. W czerwcu br. postępowanie zakończyła poznańska prokuratura, 29 lipca wniosek o postawienie zarzutów Siemiątkowskiemu wpłynął do Prokuratury Krajowej. Poseł SLD zaprzecza, jakoby ujawniał K. informacje ściśle tajne.
Mikołaj Wójcik



Kocioł w SLD
Gdy w 2001 r. trwała kampania wyborcza do parlamentu, liderzy SLD grzmieli o degrengoladzie AWS, pokazywali palcami posła Marka K., który stał się dla nich wygodnym uosobieniem "kryminalnych poczynań prawicy". Minęły cztery lata, a na ławie oskarżonych siedzieli już Zbigniew Sobotka i Andrzej Długosz, bynajmniej nie szeregowi politycy Sojuszu. Teraz kolejne zarzuty są stawiane Siemiątkowskiemu i Ungierowi, także czołowym postaciom obozu eseldowsko-prezydenckiego ostatnich lat. Przyganiał kocioł garnkowi, a sam smoli - mówi znane przysłowie ludowe. Idealnie pasuje ono do obecnej sytuacji lewicy, która swoich poprzedników przebiła o lata świetlne. Kocioł ma też inne znaczenie - tak określa się sytuację, gdy konspiracyjny lokal kontaktowy został spalony i łapie się w nim kolejnych przychodzących. Taki kocioł dziś jest na lewicy. Bo choć Wojciech Olejniczak może wmawiać wyborcom, jak wiele zmieniło się w partii, to fakty przeczą temu obrazowi. Z Płocka kandyduje Siemiątkowski, kilka list obstawili przyboczni prezydenta. A prokuratura robi kocioł. I to, że zbliża się termin wyborów, nie ma tutaj nic do rzeczy.
Mikołaj Wójcik

"Nasz Dziennik" 2005-08-26

Autor: ab