Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Biesłański syndrom

Treść

Z polecenia prezydenta Rosji Władimira Putina do Osetii Północnej polecieli śledczy prokuratury generalnej, którzy mają skontrolować przebieg śledztwa w sprawie ubiegłorocznej tragedii w Biesłanie. Zadaniem prokuratorów będzie także sprawdzenie faktów i materiałów, które udostępniły przedstawicielki Komitetu "Matek Biesłanu" w czasie piątkowego spotkania z Putinem.

Kontrolerzy, na czele których stoi zastępca prokuratora generalnego Władimir Kolesnikow, planują spotkanie z ofiarami tragedii oraz z przedstawicielkami Komitetu "Matek Biesłanu". Kobiety, które 3 września 2004 r. straciły dzieci w wyniku terrorystycznego ataku na szkołę, podejrzewają, że siły porządkowe z własnej inicjatywy rozpoczęły szturm i za pomocą miotaczy ognia wywołały pożar w sali gimnastycznej. Nie kryją one rozczarowania z powodu reakcji Putina po piątkowym spotkaniu na Kremlu. Zamiast otwartych przeprosin prezydent Rosji dokonał uniku, polecając prokuraturze generalnej skierowanie do Biesłanu nowych śledczych, aby przeprowadzili "wszechstronną uzupełniającą kontrolę całokształtu posiadanych w tej sprawie informacji". Kobiety liczyły, że uzyskają od Putina np. szczerą odpowiedź, dlaczego nie pojawił się w Biesłanie rok temu, gdy wszyscy czekali na jego pomoc. - Odpowiedział nam: "Gdybym przyleciał, byłoby jeszcze gorzej, wszyscy zajmowaliby się moją osobą, a trzeba było, by wszystkie siły zostały skierowane na problemy w szkole" - cytuje słowa jednej z uczestniczek piątkowego spotkania z prezydentem radio "Echo Moskwy".
Z powodu uroczystości żałobnych upamiętniających pierwszą rocznicę tragedii rok szkolny w Osetii Północnej rozpoczął się dopiero wczoraj. W nowej szkole w Biesłanie odczuwało się napięcie. W pamięci dzieci ciągle żywe są straszliwe przeżycia z czasu porwania. - Wiele z nich nie przyszło wczoraj do szkoły - poinformował radio "Echo Moskwy" psycholog Aleksandr Kołmanowski.
Nowo wybudowana, niezwykle przestronna i luksusowa szkoła w Biesłanie wywołuje w psychice wielu dzieci jak najgorsze skojarzenia. Nowy rok rozpoczęło 600 dzieci, z których połowa pochodzi ze zniszczonej szkoły nr 1. Widok nowej sali gimnastycznej u wielu z nich wywołał szok. W odróżnieniu od starej sali gimnastycznej, gdzie porwane dzieci przetrzymywane były przez trzy dni bez jedzenia i picia, w nowej okna umieszczono bardzo wysoko. Dzieci pytały zaniepokojone, w jaki sposób mogłyby wyskakiwać z okien, gdyby znów przyszli terroryści.
Dzieci odczuwają np. strach przed samotnością, boją się głośnych dźwięków, cierpią na klaustrofobię, bezsenność czy agresję. - Mój syn był zawsze bardzo czuły - opowiada Dania Beduliewa dziennikarzowi "Tages Anzeiger". Jednak po traumatycznych przeżyciach 12-letni chłopiec stał się nerwowy i agresywny. Kiedyś chwycił poduszkę i tak się zachowywał, jak gdyby chciał kogoś udusić. Innym razem chwycił pomarańczę i rzucił nią w ścianę. - Zapytałam się: "Tawid, co ty robisz?". On odpowiada: "Mamo, tak trzeba postępować z terrorystami" - opowiada Beduliewa, której syn szczęśliwie uniknął śmierci.
Waldemar Moszkowski

"Nasz Dziennik" 2005-09-06

Autor: ab