Biatlonistki najlepiej w historii
Treść
Z dużymi nadziejami oczekiwaliśmy wczorajszego występu snowboardzistki Jagny Marczułajtis w slalomie gigancie równoległym. Po niepowodzeniach innych naszych kandydatów do podium liczyliśmy bowiem, że znajdująca się w wysokiej dyspozycji zawodniczka spełni swe marzenia i zdobędzie olimpijski medal. Stało się inaczej. Zamiast sukcesu, przeżyła gorycz klęski - nie przebrnęła nawet kwalifikacji. Miłą niespodziankę sprawiła za to sztafeta biatlonistek, która w biegu 4x6 km zajęła wysokie, siódme miejsce.
Biatlonistki nie zawodzą
Kilka dni temu w biatlonowym bi egu na 15 km rewelacyjnie spisała się Krystyna Pałka, która zajęła w nim piąte miejsce. Wczoraj wraz z koleżankami z kadry udowodniła, że można na nią liczyć i że jest w stanie sprawić naprawdę sporą niespodziankę. Nasze panie na wysokiej, siódmej pozycji zakończyły zmagania w sztafecie 4x6 km. To najlepszy występ polskiej sztafety w historii zimowych olimpiad.
Jako pierwsza z Polek na trasie pojawiła się wspomniana Pałka. Tym razem nie udało się jej powtórzyć bezbłędnego strzelenia z 15 km (wówczas jako jedyna nie spudłowała na strzelnicy), musiała dwukrotnie dobierać pociski, w efekcie zajmowaliśmy jedenaste miejsce. Prowadziła - co było sensacją - Bułgaria. Podczas drugiej wizyty na strzelnicy Pałka miała jedno doładowanie, ale pobiegła dobrze i awansowała na dziewiątą pozycję. Tuż przed strefą zmian na pierwsze miejsce wyszła Rosjanka Anna Bogali, a jej koleżanki tej lokaty nie oddały już do mety.
Po Pałce na trasę wyszła Magdalena Gwizdoń. Nasza najbardziej doświadczona i utytułowana biatlonistka miała jedno i dwa doładowania podczas strzelenia, ale świetny bieg pozwolił jej wyprowadzić naszą ekipę na szóste miejsce. Gwizdoń zastąpiła Katarzyna Ponikwia i spisała się znakomicie! Dobierała pociski tylko po razie, w pewnym momencie była nawet piąta, ostatecznie obroniła siódmą lokatę. Jako ostatnia na trasie pojawiła się Magdalena Grzywa. Nie tylko strzelała bezbłędnie, ale i biegła bardzo dobrze, utrzymując wysokie miejsce. Brawo! Nasze panie ogółem miały tylko osiem doładowań i ani jednej rundy karnej. Wyprzedziły kilka wyżej od nich notowanych reprezentacji, m.in. Bułgarii i Ukrainy.
Złote medalistki, Rosjanki (Anna Bogali, Swietłana Iszmuratowa, Olga Zajcewa, Albina Achatowa), uzyskały czas 1:16.12,5 godz. i wyprzedziły Niemki (1:17.03,2) oraz Francuzki (1:18.38,7). Podium tych ostatnich - patrząc na przebieg rywalizacji - było sporym zaskoczeniem. Po pierwszym strzelaniu pozostawały bowiem dopiero czternaste (czyli czwarte od końca), po ostatnim awansowały na czwarte miejsce, ale Białorusinki miały nad nimi dużą przewagę. Sandrine Bailly pobiegła jednak rewelacyjnie i wywalczyła dla swej drużyny brązowy krążek. Polki minęły metę po 1:20.29,3.
Marczułajtis - klapa...
Jagna Marczułajtis była jedną z nielicznych, jeśli nie jedyną, naszych reprezentantek, która przed wyjazdem do Turynu nie ukrywała medalowych aspiracji. Ba, mówiła wprost, że interesuje ją walka o najwyższe cele, o medal. Chciała poprawić znakomity wynik sprzed czterech lat, gdy na olimpijskich trasach w Salt Lake City zajęła czwarte miejsce. Nadzieje i oczekiwania były zatem ogromne, ale z dużej chmury spadł mały deszcz. Zawodniczka zawiodła, zajęła dopiero 17. miejsce w eliminacjach, najlepsze z tych, które... nie dawało awansu do 1/8 finału. Polka do szesnastej Szwedki Aprilii Hagglof straciła dokładnie 0,01 sekundy. Niby tyle co nic, a w tym przypadku bardzo dużo. W pierwszym swym przejeździe nasza reprezentantka spisała się nieźle, uzyskała szósty czas i wydawało się, że nie będzie miała żadnych problemów z zakwalifikowaniem się dalej. W drugim popełniła jednak fatalny błąd, który kosztował ją awans, a być może w dalszej kolejności i medal. Druga Polka Blanka Isielonis zajęła w eliminacjach 27. miejsce, ale w jej przypadku oczekiwania były dużo mniejsze... - Trudno powiedzieć, co Jagna zrobiła źle. Jechała dosyć zachowawczo - chciała tylko przejść dalej, na tym etapie nie walcząc o pierwsze miejsce. Popełniła duży błąd, jadąc na tylnej krawędzi (backside), co nie pozwoliło jej przejechać slalomu wystarczająco szybko. Blanka nie zrobiła nam niespodzianki - była dosyć spięta, jednak można powiedzieć, że pojechała na miarę swoich możliwości - powiedział Piotr Paluch, trener kadry alpejskiej i szef wyszkolenia Polskiego Związku Snowboardu. Sama zawodniczka nie kryła łez, rozczarowania i zawodu.
Złoty medal wywalczyła Szwajcarka Daniela Meuli, która w finale pokonała Niemkę Amelie Kober. Brąz zdobyła Amerykanka Rosey Fletcher.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2006-02-24
Autor: ab