Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Bezdroża Stanisława Obirka

Treść

Stanisław Obirek, były jezuita, na łamach "Gazety Wyborczej" skrytykował Kościół katolicki i jego biskupów za sprzeciw wobec technik zapłodnienia in vitro. "Mam nadzieję, że obecny parlament włączy Polskę za sprawą in vitro do wspólnoty krajów cywilizowanych" - stwierdził pan Obirek w komentarzu pt. "Najgorzej ma zarodek katolicki".

Nie mam wątpliwości, że powyższe stwierdzenie Stanisława Obirka jest w stosunku do milionów Polaków obraźliwe. Zawiera bowiem fałszywą sugestię, jakoby Polska znajdowała się poza obszarem krajów cywilizowanych. Twierdzenia zaś, że przepustką do cywilizowanego świata ma być stosowanie technik in vitro, nie da się udowodnić żadną ze zdobyczy nauki, na którą skądinąd w swoim komentarzu pan Obirek tak ochoczo się powołuje.
Stanisław Obirek ubolewa, że głos Kościoła katolickiego, który - jego zdaniem - "powinien być jednym z wielu głosów wspólnot religijnych współtworzących polskie społeczeństwo, stał się głosem nie tylko dominującym, ale wręcz narzucającym rozwiązania konkretnych problemów". Również to stwierdzenie jest fałszywe. Po pierwsze - dlatego że Kościół katolicki jest jednym z wielu głosów wspólnot religijnych współtworzących polskie społeczeństwo. Po drugie - twierdzenie, jakoby narzucał rozwiązanie konkretnych problemów, uzasadnione byłoby jedynie wtedy, gdyby to biskupi przygotowywali ustawy, a posłowie w parlamencie nie mogli ich odrzucić.
Zamieszczony w "Gazecie Wyborczej" komentarz byłego jezuity zawiera kilka istotnych sprzeczności. Największa polega na tym, że z jednej strony pan Obirek jawi się w nim jako zwolennik wolności światopoglądów i przekonań, a z drugiej usiłuje przekonać, iż wolności takiej Kościół katolicki posiadać nie powinien, lecz swoje przekonania zarówno biskupi, jak i wierni powinni dostosować do "myślących inaczej".
"Jestem przekonany, że również na problemy związane z bioetyką Kościół spojrzy inaczej. Dostrzeże w wysiłku tysięcy naukowców, którzy dokonali prawdziwego cudu zapłodnienia in vitro, odblask Bożej łaski. Tak na to patrzą inne wyznania chrześcijańskie i inne religie. Jest to czymś oczywistym dla ludzi nieodwołujących się do autorytetów religijnych. Warto się wsłuchiwać w różne doświadczenia religijne i niereligijne. To, co jest ważne dla mnie, nie oznacza, że takim musi być dla wszystkich" - napisał pan Obirek. I trudno się z tym ostatnim zdaniem nie zgodzić. Tyle tylko, że autor chyba nie zauważył, iż stoi ono w sprzeczności ze wszystkim, co chciał w komentarzu przekazać. W tym miejscu można bowiem postawić pytanie: dlaczego Stanisław Obirek usiłuje przekonać, że to, co jest ważne dla "ludzi nieodwołujących się do autorytetów religijnych", musi być ważne dla ludzi odwołujących się do autorytetu Kościoła? Również to, co jest ważne dla pana Obirka, nie oznacza, że takie musi być dla wszystkich...
Sebastian Karczewski
"Nasz Dziennik" 2009-02-27

Autor: wa