Bez zdecydowanego faworyta
Treść
Z dr. Mieczysławem Rybą, historykiem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, rozmawia Małgorzata Lebiediuk
Tegoroczne wybory w USA nie mają wyraźnego faworyta, a ich wynik pozostaje dużą niewiadomą...
- Trudno powiedzieć cokolwiek o szansach kandydatów w wyścigu do Białego Domu. Swego czasu mówiło się o Giulianim jako czarnym koniu Republikanów, dziś wydaje się, że nie będzie on kandydatem tej partii. Demokraci być może wyłonią Hillary Clinton. Jest ona popularna ze względu na swojego męża, ale jest kobietą, a w tradycji amerykańskiej byłoby precedensem wybranie kobiety na prezydenta, są bowiem stany bardzo konserwatywne w tym sensie. Wydaje się, że po odejściu Busha walka będzie mocno wyrównana i porównywalna do tej z poprzednich wyborów, kiedy to każdy głos i stan miał znaczenie.
Czy rzeczywiście przejęcie stanowiska prezydenta przez Demokratów wpłynie na zmianę polityki zagranicznej USA?
- Jeśli bierzemy pod uwagę politykę zagraniczną USA, to jest ona przeważnie wypadkową nacisków różnego rodzaju lobby. Ewentualny wybór Demokratów czy Republikanów zasadniczo nie zmieni decyzji w kwestii Iraku. Ta decyzja zapada w gronach innych niż tylko kręgi ściśle polityczne - rolę odgrywają czynniki gospodarcze i różne lobby. Nie spodziewałbym się więc przełomu w polityce bliskowschodniej, co najwyżej zmian w gestach czy spektakularności. Z punktu widzenia wyborcy kwestia Iraku może mieć znaczenie, tak więc na poziomie retorycznym Demokraci z pewnością podejmą temat - skrytykują politykę Busha, będą mówić o jej nieskuteczności i nieskuteczności działań militarnych w Iraku - raczej nie zdecydują się na jakieś radykalne kroki. Zasadniczo wszyscy - czy rządzić będą Demokraci, czy Republikanie - będą starali się jakoś z Iraku wycofać. Przy czym wycofanie bezpieczne jest niezwykle trudne ze względu na tamtejsze skonfliktowanie religijne i plemienne - wycofanie w takiej sytuacji mogłoby wieszczyć klęskę.
Wybór demokraty, np. bardzo liberalnej Clinton, może mieć wpływ na kwestie obyczajowe...
- Tak, czynnik moralny jest bardzo istotny w sporze amerykańskim. Wybór Busha był opowiedzeniem się za polityką restrykcyjną w kwestii ochrony życia, Demokraci reprezentowali opcję znacznie bardziej liberalną. Zobaczymy, jak będzie w tych wyborach. Wśród Republikanów jest cały szereg zwolenników aborcji - żeby przypomnieć Arnolda Schwarzeneggera w Kalifornii, który nie zachowuje się jak typowy konserwatysta - ale wpływ na nich mają kręgi konserwatywne. Zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2008-01-03
Autor: wa