Belka skłamał
Treść
Instytut Pamięci Narodowej poinformował wczoraj, że jednostka archiwalna o sygnaturze IPN BU 01911/150, dotycząca premiera RP Marka Belki, po przeglądzie dokonanym w wyniku nowelizacji ustawy o ochronie informacji niejawnych została uznana za jawną. Na oświadczenie w tej sprawie czekaliśmy od kilku dni. Co prawda dopiero dziś z aktami będą mogli zapoznawać się dziennikarze i historycy, ale już wiemy, co w nich się znajduje. Premier z pewnością skłamał w zeznaniach przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen.
Pytanie, które zadawał wówczas wiceprzewodniczący Roman Giertych (LPR), było jasne i z pewnością zrozumiałe: "Czy podpisał Pan kiedykolwiek dokument o współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa?". Nie było pytania o fakt współpracy, tylko fakt złożenia podpisu. Premier zaprzeczył. Później tłumaczył, że podpisał jedynie "instrukcję wyjazdową". To jednak także był dokument, w którym obywatel zobowiązywał się do przekazywania SB informacji pozyskanych za granicą. Tymczasem na dokumencie z 10 września 1984 r. znajduje się podpis Belki pod instrukcją zlecającą mu pewne zadania wywiadowcze w USA. W innym dokumencie obecny premier zobowiązał się do zachowania w tajemnicy faktu spotkania z funkcjonariuszami SB.
Warto podkreślić, bo w mediach pojawiło się wiele przekłamań w tej kwestii, że prezes IPN prof. Leon Kieres nie odtajnił teczki Marka Belki, a uznał po prostu to, co dla wielu osób było oczywiste od ubiegłego tygodnia. Mianowicie, że obowiązująca od ubiegłego czwartku nowa ustawa o ochronie informacji niejawnych zniosła ochronę tajemnicy państwowej wobec akt osób mających związki z organami bezpieczeństwa PRL po 1983 r. Wyjaśnia to doradca prezesa IPN prof. Andrzej Rzepliński. - Skoro nowa ustawa zniosła wszelkie wątpliwości w tej sprawie, to nie potrzeba odtajniać tego, co jest jawne w jej świetle - oświadczył.
A zatem decyzja prof. Kieresa w sprawie teczki Belki otwiera dla dziennikarzy i naukowców także wiele innych teczek znajdujących się w archiwach Instytutu.
- Należy się spodziewać, że będzie teraz coraz więcej "bomb" w postaci ujawniania zawartości teczek osób dotąd śpiących spokojnie ze względu na klauzulę z 1983 r. - powiedział nam jeden z pracowników IPN. Dodał, że problem z teczką Belki polega na braku w niej dowodów na wykonanie zadań zleconych w podpisanej przez premiera instrukcji.
Teczka premiera nie pozostawia wątpliwości, że Belka skłamał przed komisją. Dużo trudniejszym zadaniem jest wyjaśnienie, czy w związku z tym można stwierdzić, iż skłamał w swoim oświadczeniu lustracyjnym.
- Nie oceniam procesu lustracyjnego, ale na moje pytanie, czy podpisał dokument o współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, pan premier odpowiedział "nie", więc jeśli podpisał "zobowiązuję się do realizacji zadań na rzecz Służby Bezpieczeństwa" i wymienił trzy określone zadania, które zresztą później zrealizował, to oznacza, że podpisał dokument o współpracy - powiedział w Sejmie Giertych. Jeden z proszących o anonimowość posłów - członek sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, twierdzi jednak, że w teczce Belki nie ma dowodów na taką realizację. - Komisja, badając tę sprawę, miała, według mnie uzasadnione, podejrzenia, że część tej teczki w dziwny sposób zaginęła między lipcem 2002 a majem 2004 r. - mówi poseł.
Niemal natychmiast po ogłoszeniu decyzji przez prezesa IPN głos zabrała osoba, która mogłaby najwięcej powiedzieć w tej kwestii, czyli były szef Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski. Przyznał on wręcz, że za jego szefowania AW "wypożyczyła" teczkę Marka Belki na życzenie prezydenta. - W teczce premiera nie ma niczego, co by go kompromitowało - utrzymuje Siemiątkowski. Są jednak podejrzenia, że to, co kompromitowałoby premiera, a raczej co mogłoby skłonić Rzecznika Interesu Publicznego do podania w wątpliwość oświadczenia lustracyjnego szefa rządu, zostało właśnie wówczas usunięte. Trudno też pogodzić wypowiedź Siemiątkowskiego ze zdaniem prezydenta. Aleksander Kwaśniewski stwierdził, że ujawnienie teczki Belki jest działaniem "ze szkodą dla państwa polskiego".
Zgodnie z ustawą, akta IPN uznane za jawne nie są dostępne dla każdego chętnego. By mieć dostęp do teczki, trzeba złożyć wniosek o przydzielenie statusu pokrzywdzonego, prowadzić badania historyczne albo starać się o dostęp w celach publicystycznych. Każdy taki wniosek jest oddzielnie oceniany przez IPN.
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2005-06-22
Autor: ab