Będzie skakał jeszcze lepiej
Treść
Rozmowa z Józefem Jarząbkiem, trenerem TS Wisła Zakopane, pierwszym szkoleniowcem Mateusza Rutkowskiego
Kiedy objawił się talent nowego mistrza świata juniorów?
- W rodzinnej miejscowości Mateusza, Skrzypnem, była grupa rodziców, którzy chcieli, aby ich dzieci zaczęły trenować skoki. Zgłosili się do Zakopanego. Później namawiali mnie, bym poprowadził trening ogólnorozwojowy i gimnastykę w szkole podstawowej w Skrzypnem. Założyłem tam Uczniowski Klub Sportowy i tak się zaczęło. Dowoziłem dzieci busem do Zakopanego na treningi i odwoziłem z powrotem. Grupa, w której znalazł się Mateusz, pojawiła się jakieś dziewięć lat temu. Dzisiejszy mistrz od dziecka potrafił wygrywać zawody, był non stop w czołówce. Rywalizował głównie z Kamilem Stochem, brał udział w ogólnopolskich mistrzostwach UKS-ów.
Proszę scharakteryzować Mateusza. Jakie są jego atuty, nad czym musi jeszcze popracować?
- Jego zaletami są bardzo mocne odbicie i "czucie" powietrza w locie. Nie jest bardzo agresywny na progu. Odbicie wykonuje na sto procent możliwości. W tej chwili jego forma jest dość ustabilizowana. Powinien popracować nad wagą, dietą, kontrolą żywienia. W tej chwili to jeszcze młody chłopiec i tej kontroli trochę brakowało. Kiedy zrzuci nieco wagi, będzie jeszcze lepiej. Na razie Mateusz jest w dość dobrej dyspozycji.
Trudno na razie przewidywać, jak potoczy się kariera Mateusza, ale start ma świetny. Czy posiada takie cechy charakteru, które pozwolą mu osiągać sukcesy również na poziomie seniorów?
- Był zawsze skromny. Na treningu stara się wykonywać wszystko uczciwie, tak jak mu trener wskazuje. W zeszłym roku trafił do kadry B i trenuje teraz pod okiem Heinza Kuttina. Ten wprowadził do ekipy trochę wiary, zmodyfikował nieco metody treningowe i są efekty. Myślę, że powinno być dobrze. Właśnie byłem w domu Mateusza. Jego bliscy są zadowoleni, szczęśliwi, zwłaszcza ojciec jest bardzo wzruszony. A czy zawodnik będzie się dalej rozwijał, trudno powiedzieć. W przyszłym roku zostanie seniorem. Nie jest to już chłopak piętnastoletni, który miałby na przykład typowe dla bardzo młodych skoczków problemy ze wzrostem.
Czy wielu jest teraz chłopców chętnych do skakania?
- Kiedy Adam Małysz zaczął wygrywać, to pojawiła się moda na skoki. Teraz kibice dalej licznie przychodzą na skocznię, ale chłopcy już tak się nie garną do treningów, jak chcielibyśmy. Dość często trafiają do klubu dzieci rodziców, którzy mają na to pieniądze. Trudniej wyławiać talenty jak jeszcze parę lat temu, kiedy kluby lepiej stały finansowo. Więcej zależy od zamożności rodziców. Talenty są, ale trochę się marnują. Kiedy ktoś skończy Szkołę Mistrzostwa Sportowego, a nie trafi do kadry, nie otrzymuje stypendiów, to musi często rezygnować z kariery. Z drugiej strony kiedy zawodnicy w perspektywie, mają utworzone niedawno kadry B i C, jest trochę łatwiej. Po ukończeniu SMS można podtrzymać ciągłość treningu.
Ma Pan w zanadrzu jakiś kolejny talent podobny do Rutkowskiego?
- W tej chwili trenuję kilku chłopców z drugiej klasy szkoły podstawowej. Myślę, że coś z tego będzie. Czasem trener czeka całe życie i nie natrafi na taki talent. Myślę, że z tej grupy około trzydziestu chłopców ktoś się wyłoni. Ale to się okaże dopiero za trzy, cztery lata.
Gratulujemy talentu, którego pojawienie się jest w dużej mierze Pana zasługą. Życzymy następnych! Dziękuję za rozmowę.
Roman Motoła
Nasz dziennik 10-02-2004
Autor: DW