Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Batalia o miejsce przy Skrzypku

Treść

Kto zasiądzie w zarządzie NBP obok nowo powołanego prezesa Sławomira Skrzypka? - to pytanie dręczy tak polityków, jak i rynki finansowe. Wśród kandydatów wysuwanych przez polityczne zaplecze rządu wymieniani są: Cezary Mech, Romuald Poliński i Aldona Michalak. Rynki zabiegają, aby zastępca Balcerowicza, Krzysztof Rybiński, nadzorował departamenty pracujące dla Rady Polityki Pieniężnej.
Karuzela kandydatów ruszyła jeszcze przed głosowaniem w Sejmie nad kandydaturą Skrzypka. Teraz kręci się już na dobre. W zarządzie NBP jest do obsadzenia wakat po Andrzeju Jakubiaku, który odszedł na stanowisko wiceprezydenta Warszawy u boku Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nowy prezes może również wymienić dwóch członków zarządu, którzy nie zostali objęci nowelą z 2004 r., wprowadzającą kadencyjność zarządu NBP - chodzi o Józefa Sobotę i Jerzego Stopyrę. O schedę po nich będą najprawdopodobniej walczyć Cezary Mech, Romuald Poliński i Aldona Michalak, jako kandydaci wysuwani przez zaplecze polityczne koalicji.
Mech - twórca programu gospodarczego PiS i były podwładny Skrzypka w Urzędzie Miasta Warszawy za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, jest wysokiej klasy specjalistą w dziedzinie finansów, jednak paradoksalnie to właśnie stanowi w obecnym układzie sił barierę dla jego kariery: jako człowiek niezależny jest zaciekle zwalczany przez układ, który opanował rynki finansowe i który obawia się ukrócenia swoich wpływów. Pod naciskiem rynków Mech, człowiek, którego program gospodarczy pozwolił PiS wygrać wybory, został przez premiera Kaczyńskiego praktycznie usunięty w cień (jest zastępcą szefa Kancelarii Sejmu). Pojawiły się wprawdzie spekulacje, że mógłby objąć stanowisko generalnego inspektora nadzoru bankowego (GINB), ale jest to ta sama gra rynków na odsunięcie go od wpływów.
- GINB będzie działał jeszcze tylko przez rok, potem nadzór bankowy przejdzie do Komisji Nadzoru Finansowego - tłumaczy ekspert od bankowości, prosząc o anonimowość.
- Ci, którzy to proponują, doskonale wiedzą, że szef GINB jest powoływany w uzgodnieniu z ministrem finansów, a wicepremier Gilowska nigdy się na Mecha nie zgodzi - twierdzi polityk PiS. Według niego, wicepremier Gilowska "jest w rządzie ekspozyturą rynków finansowych, z którymi Kaczyńscy zmuszeni byli zawrzeć częściowy układ".
Według naszych informatorów, szanse Aldony Michalak, wysuwanej przez Samoobronę, są praktycznie żadne, choćby z racji tego, że jest byłą posłanką SLD.
- Lepper robi głupstwo. To nie przejdzie - zapewnia jeden z doradców PiS. Być może Samoobrona postawi na drugiego kandydata związanego z tą partią - Romualda Polińskiego, obecnie wiceministra pracy i polityki społecznej. Nie udało nam się wczoraj dowiedzieć, czy kandydaturę tę poparłaby LPR.
Batalia toczy się także o podział kompetencji w NBP. Według naszych rozmówców, rynki finansowe zabiegają, aby prezes Skrzypek powierzył wiceprezesowi NBP Krzysztofowi Rybińskiemu, zastępcy Balcerowicza, nadzór nad departamentami pracującymi na potrzeby Rady Polityki Pieniężnej. Jest to strategiczny punkt w NBP, ponieważ tam powstają analizy makroekonomiczne, na których podstawie RPP podejmuje decyzje. Rybiński był wiosną tego roku typowany przez "Gazetę Wyborczą" jako kandydat na prezesa banku centralnego.
- Niedawno zmienił poglądy i zaczął otwarcie krytykować prezesa Balcerowicza. Świetnie wyczuwa, w którą stronę wieje wiatr - twierdzi jeden z ekspertów rynku kapitałowego, przypominając, że podobny manewr zastosował Rybiński już wcześniej, w 2002 r., kiedy to jako główny ekonomista ING Berrings zaczął nagle - ku zaskoczeniu innych ekonomistów - głośno wychwalać politykę wysokich stóp Balcerowicza. Wkrótce potem otrzymał stanowisko zastępcy szefa NBP, które piastuje do dziś. Po nowelizacji ustawy o NBP w 2004 r. pięciu z ośmiu członków zarządu NBP objętych zostało kadencyjnością. Będą oni mogli być wymienieni dopiero w roku 2010. Wśród nich są dwaj zastępcy Balcerowicza - Rybiński i Jerzy Pruski.
- Kreowanie Rybińskiego na antagonistę Balcerowicza jest obliczone na to, aby przekonać prezydenta, że sprzymierzeńcy rządu po uzupełnieniu składu zarządu NBP o trzy osoby uzyskają w nim większość - mówi nasz rozmówca. Jego zdaniem, "układ" chce w ten sposób zapobiec zmianie ustawy o NBP, co nastąpiłoby niechybnie, gdyby Prawo i Sprawiedliwość zorientowało się, że Skrzypek nie jest w stanie panować nad NBP.
Małgorzata Goss
"Nasz Dziennik" 2007-01-13

Autor: wa