Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Bałagan w papierach

Treść

Sąd Apelacyjny w Warszawie nie mógł rozpatrzyć apelacji w sprawie umorzenia procesu wobec gen. Czesława Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni "Wujek". Powód? Pomyłka personelu sądowego. Okazało się, że prokuratura i oskarżyciele posiłkowi dostali błędny odpis treści wyroku i uzasadnienia i na jego podstawie sporządzili apelację. Sąd odroczył sprawę bezterminowo.

Na wstęnie wczorajszej rozprawy okazało się, że w odpisach wyroku sądu okręgowego brak jest kwalifikacji prawnej czynu Kiszczaka. - To niedopatrzenie sekretarza sądu, bo w oryginale wyroku to jest podane - powiedział sędzia sądu apelacyjnego Jerzy Leder. - Niestety, skala stwierdzonych uchybień jest tego rodzaju, że kontynuowanie procedowania naruszałoby standardy rzetelnego procesu - podkreślił sędzia. Dodał, że byłoby to niezgodne z przepisami i mogłoby stanowić podstawę do kwestionowania wyroku sądu apelacyjnego przed Sądem Najwyższym. Dlatego reprezentujący pokrzywdzonych górników mecenas Maciej Bednarkiewicz wniósł o odroczenie sprawy i o dostarczenie poprawnych odpisów. Wskazał, że "połowę swej apelacji" oparł na tym błędnym odpisie wyroku. - Formułując zarzuty, odnosiłem się do tekstu, jaki otrzymałem, nie mogę rozszerzać, modyfikować apelacji o nowe zarzuty, gdyż tak stanowią przepisy postępowania karnego. Więc do wniesienia apelacji od wyroku, jaki faktycznie zapadł, ja muszę taki wyrok otrzymać - mówił po rozprawie prokurator Zbigniew Zięba. - I wtedy w apelacji odnieść się do treści tego wyroku i podnosić takie zarzuty, których na tej rozprawie podnieść nie mogłem - dodał.
Zdaniem Bednarkiewicza, błąd wynika zapewne z tego, iż sędzia mogła przygotować kilka wersji wyroku, a sporządzając odpis, sekretarz mogła skorzystać z którejś z nich. - Myślę, że to wypadek przy pracy, niemniej jednak rzutuje on na to, co się w sprawie dzieje - ocenił Zięba. Stwierdził jednak, że jego apelacja nie będzie musiała być bardzo zmieniona. Z kolei obrońca Kiszczaka, mecenas Grzegorz Majewski, uważa, że to "zwykły błąd, który się może zdarzyć".
Sąd podszedł jednak do tego poważnie, uznając, że trzeba przeprowadzić postępowanie wyjaśniające. - Nie ma tolerancji ze strony sądu apelacyjnego dla takich działań czy zaniechań; rzecz musi zostać wyjaśniona, a winni muszą zostać ukarani - oświadczył sędzia Leder. Akta sprawy trafią teraz do sądu apelacyjnego, aby ten mógł rozesłać poprawne odpisy stronom, a wówczas będą one mogły ponowić apelacje. Maciej Bednarkiewicz ocenia, że rozpatrzenie apelacji może się przedłużyć o mniej więcej dwa miesiące.
Zarówno prokuratura, jak i pełnomocnicy poszkodowanych górników chcą uchylenia umorzenia i ponownego procesu Kiszczaka, który jest oskarżony o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni "Wujek" w grudniu 1981 roku. W zeszłym roku sąd uznał, że były szef MSW nie dopełnił swoich obowiązków, lecz był to czyn nieumyślny i przedawnił się w 1986 roku. Nie zgadza się z tym prokuratura i oskarżyciele posiłkowi. Kiszczakowi grozi do 10 lat więzienia.
Zenon Baranowski
"Nasz Dziennik" 2009-03-26

Autor: wa