Ateizacja w imię "społecznego dobra"
Treść
Hesja zamierza zakazać noszenia w szkołach burek przez dziewczynki muzułmańskie, aby polepszyć i przyspieszyć integrację muzułmanów w niemieckim społeczeństwie. Centralna Rada Byłych Muzułmanów zażądała od władz niemieckich wprowadzenia całkowitego zakazu tradycyjnej praktyki, jaką jest noszenie chust muzułmańskich. Z problemem z zakazami eksponowania symboli religijnych mamy do czynienia również w innych krajach, takich jak Turcja, Francja czy Wielka Brytania. Tymczasem zarówno sądy poszczególnych krajów, jak i Trybunał w Strasburgu wydają wyroki niezgodne z artykułem 9. Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, orzekając, że noszenie tradycyjnych muzułmańskich strojów godzi w porządek publiczny.
Premier Hesji Roland Koch poinformował, że zamierza zakazać noszenia w szkołach burek przez dziewczynki muzułmańskie, aby polepszyć i przyspieszyć integrację muzułmanów w niemieckim społeczeństwie. W wywiadzie dla monachijskiego tygodnika "Focus" argumentował, że uczennica w burce nie ma możliwości takiego samego uczestniczenia w zajęciach lekcyjnych jak jej koleżanka bez takiego okrycia. Zdaniem Kocha, uczniowie i uczennice muszą wyglądać podobnie i być podobnie traktowani, a w przypadku dziewczynek z rodzin muzułmańskich tak nie jest. Chodzą one cały czas w burkach, nie uczestniczą w zajęciach gimnastycznych, gdyż nie wolno im się rozebrać. Nie korzystają z basenu kąpielowego, nie jeżdżą razem z klasą na wycieczki szkolne, nie uczestniczą w żadnych wspólnych wędrówkach i nie robią wielu innych rzeczy, które dla pozostałych dzieci są normalne. Nie wolno im pod żadnym pozorem zdjąć burki. - Dlatego zamierzam wprowadzić przepisy, które zakażą noszenia burek i tym samym wyrównają szansę wszystkich dzieci - oświadczył Koch.
Starania premiera Hesji popiera Centralna Rada Byłych Muzułmanów, która już od wielu lat walczy z tradycjami muzułmańskimi w Niemczech. Przedstawiciele tej organizacji żądają ponadto wprowadzenia natychmiastowego całkowitego zakazu noszenia w publicznych szkołach chust muzułmańskich, gdyż ich zdaniem tylko to umożliwi nauczycielkom i dziewczynkom muzułmańskim we wszystkich landach swobodną i szybką integrację w społeczeństwie. Według przewodniczącej CRBM Miny Ahadi, w tych landach, gdzie nie obowiązują takie zakazy, dziewczynki z domów islamskich poprzez przymus noszenia często niechcianych chust są narażone na ciągły stres. Jej zdaniem, dzieci, a szczególnie dziewczynki, w wielu domach muzułmańskich często są poddawane psychicznym torturom i dlatego w takich przypadkach powinno interweniować państwo. - Organizacja byłych muzułmanów ma oczywiście prawo żądać zakazu noszenia w szkołach publicznych chust muzułmańskich przez uczennice, bo przecież żadna Konstytucja w państwie demokratycznym nie może zabraniać zwracania się obywatelom czy organizacjom z jakimikolwiek żądaniami - stwierdza prof. Piotr Jaroszyński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. - Cały problem polega na tym, jak owo żądanie jest uzasadnione, jakie w tej sprawie stanowisko zajmie sąd i jaki jest tu kontekst, czyli prawdziwy powód. Bo to, że uczennice się stresują albo że poddawane są w domach terrorowi, mieści się w zakresie koloryzowania całej sprawy. Istotne są dwie rzeczy: chodzi o chusty jako symbol religijny i o szybką germanizację dzieci emigrantów - ocenia.
Członkowie Centralnej Rady Byłych Muzułmanów na czele z Miną Ahadi, powołując się na niemiecką konstytucję i Konwencję Praw Człowieka, już od wielu lat walczą z dyskryminacją kobiet w domach islamskich. Walka ta jest niezbyt skuteczna, ale za to bardzo niebezpieczna, ponieważ szefowa byłych muzułmanów ze względu na listy z pogróżkami i próby zamachów na swoje życie stale znajduje się pod ochroną policyjną.
W sprawie noszenia muzułmańskich chust w 2003 roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że każdy land samodzielnie musi zdecydować o ewentualnym zakazie noszenia w szkołach symboli religijnych, wprowadzając odpowiednie przepisy. Obecnie zakaz noszenia chust obowiązuje w Bawarii, Badenii-Wirtembergii, Saarlandii, Bremie, Dolnej Saksonii, Hesji, Nadrenii-Palatynacie, Berlinie i Turyngii.
Walka o wiarę i tożsamość
Wprowadzenie zakazu noszenia chust jest równoznaczne z ingerencją w podstawowe zasady religijne i moralne wyznawane przez muzułmanów, a także ich tradycję. Może przy tym stanowić pewien krok w kierunku ograniczania manifestowania symboli religijnych wszystkich wyznań, w dłuższej zaś perspektywie - również katolickiego. Można jedynie zadać sobie pytanie: dlaczego władze Niemiec zezwalają na organizowanie takich imprez jak berlińska parada równości, stanowiących symbol wszystkiego, co jest sprzeczne zarówno z religią muzułmańską, jak i katolicką, a jednocześnie starają się ograniczyć możliwości manifestacji przekonań religijnych, wiary? Dlaczego pozwalają na społeczne wynaturzenia, a nie zgadzają się na zachowanie tożsamości przez mniejszościowe grupy społeczne?
- Artykuł 9. Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności przez wolność religijną rozumie również wolność uzewnętrzniania indywidualnie lub wspólnie z innymi, publicznie lub prywatnie własnego wyznania - stwierdza w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" specjalista od prawa europejskiego dr Waldemar Gontarski. - Czyli z tego przepisu wynika, że można np. nosić chustę na uniwersytecie w Turcji, chociaż wyrok w tej sprawie zapadł inny - skonstatował. Przypomniał również orzeczenie Trybunału w Strasburgu z 1989 r., gdzie organ Konwencji mówił, że prawo to chroni każdą osobę przed obowiązkiem bezpośredniego udziału w czynnościach religijnych wbrew swojej woli, ale - jak zauważył - to, że ktoś założy chustę, a ktoś inny na niego będzie patrzył, nie jest udziałem bezpośrednim, tylko pośrednim. - Ale niestety np. w orzeczeniu z 30 czerwca 2004 r. w sprawie Sahuim versus Turcja Trybunał jednogłośnie odrzucił skargę dziewczyny domagającej się prawa noszenia chusty na uniwersytecie, wychodząc z założenia, że państwa członkowskie są uprawnione do regulowania relacji państwo - Kościół. Trybunał wziął pod uwagę, że władze tureckie wybrały koncepcję ścisłego rozdziału religii od państwa i że noszenie chusty godzi w porządek publiczny - podkreślił ekspert. - Dla mnie jest to orzeczenie niezrozumiałe, ponieważ nie wiem, w jaki sposób eksponowanie symboli religijnych może zakłócać porządek publiczny - ocenił. Zwrócił również uwagę, że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w sprawie mieszkającej w Wielkiej Brytanii R. Begum, której szkoła zabroniła nosić tradycyjny strój muzułmański, mimo że 80 proc. uczniów tej placówki to muzułmanie. Sąd zdecydował wtedy, że szkoła nie złamała artykułu 9. Konwencji, a wyrok ten został podtrzymany przez Izbę Lordów, która odrzuciła tym samym wyrok Sądu Apelacyjnego. - Jest to nie tylko naruszenie wolności, ale również przejaw jakiejś daleko idącej tolerancji, wbrew logice oraz wbrew duchowi konwencji - zaznacza Gontarski.
Wszystko wskazuje na to, że analogiczne problemy interpretacyjne miał również Trybunał w Strasburgu w słynnej sprawie Kalaca. Jego oraz dwóch innych oficerów i 28 podoficerów Najwyższa Rada Wojskowa - organ złożony z premiera, ministra obrony, szefa sztabu oraz jedenastu najwyższych generałów - zwolniła ze służby z powodu "naruszenia dyscypliny i niewłaściwego postępowania". W przypadku Kalaca miało ono polegać - jak oznajmiono w rozkazie - na "przyjęciu bezprawnych fundamentalistycznych poglądów". W uzasadnieniu wyroku Trybunał napisał wtedy, że "artykuł 9. nie chroni każdego czynu umotywowanego względami religijnymi czy wyznaniowymi lub przez takowe inspirowanego. Co więcej, badając wolność do manifestowania religii, dana osoba musi liczyć się ze specyfiką sytuacji, w jakiej się znalazła". Trybunał uznał, że takie ograniczenie jest konieczne, aby zapobiec sytuacji, w której zawartość artykułu 9. byłaby niewyobrażalnie rozszerzona i stosowana w sposób trudny do przewidzenia. Nie był przy tym w stanie jednoznacznie stwierdzić, gdzie powinna istnieć granica stosowania przepisów tego artykułu. Argumentacja sędziów, że zakaz ten ma służyć ochronie praw i wolności innych osób oraz porządkowi i bezpieczeństwu publicznemu, ewidentnie godzi w prawa człowieka. - Wynika z tego, że zdaniem Trybunału ten, kto jest religijny, przywiązuje wagę do pewnych wartości i głęboko utrwalonych norm społecznych, np. jest katolikiem, nosi krzyżyk czy medalik z Matką Bożą i rzeczywiście jest głęboko praktykujący, przywiązany do mocno zakorzenionych wartości moralnych, miałby stanowić większe zagrożenie dla otoczenia niż ateista, który uprawia daleko idący relatywizm moralny (sic!) - zauważa Waldemar Gontarski. - Wydaje mi się, że to jest postawione na głowie. Wyrok jest contra legem. Naruszył też elementarne wartości wyznawane przez narody cywilizowane, gwarantowane przez inne zapisy Konwencji. Taką wartością jest np. tolerancja - zaznacza. - Noszenie chusty przez dziewczynkę w szkole nie jest nadużywaniem artykułu 9. Konwencji. W niektórych przypadkach oczywiście mogłoby dochodzić do nadużycia, ale wówczas moglibyśmy powiedzieć, żeby zakazać wiary katolickiej tylko dlatego, że jakiś katolik kogoś zamordował - dodaje Gontarski.
Ateizacja postępuje
Już od wielu lat w Europie trwają debaty na temat dopuszczalności noszenia symboli religijnych w miejscach publicznych. Sprawa jest o tyle drażliwa, że próby zlaicyzowania społeczności europejskiej ingerują w podstawowe wartości zarówno religii katolickiej, jak i muzułmańskiej.
- W wielu krajach europejskich religia wymazywana jest z przestrzeni życia publicznego, zgodnie z regułą ustanowioną jeszcze przez Goebbelsa (bo to on wymyślił to hasło): miejsce Kościoła jest w zakrystii. Chusta w przypadku muzułmanów, a krzyż w przypadków katolików to symbole bardzo czytelne, dlatego próbuje się je eliminować na różne sposoby, głównie jednak albo przez ośmieszenie, albo przez tzw. prawo - wyjaśnia prof. Piotr Jaroszyński. - Ośmieszaniem zajmują się pseudoartyści i masowe media, natomiast zakazywaniem oświeceni sędziowie i urzędnicy. Prawo jest jednak rozumiane jednostronnie (zwłaszcza prawa człowieka), ponieważ zamiast chronić prawa ludzi wierzących, walczy z nimi, odwołując się do praw ludzi niewierzących - stwierdza.
Zdaniem prof. Jaroszyńskiego, ten konflikt dwóch praw nadaje kwestii charakter czysto uznaniowy. - Wszystko zależy od sędziego. Jeśli będzie nim liberał, socjalista i ateista, to przyzna rację ateistom - skonstatował.
W Niemczech sytuacja jest szczególnie skomplikowana, ponieważ mamy tam do czynienia z trzema różnymi pozycjami w podejściu do problemu noszenia symboli religijnych. W Berlinie i Szlezwiku-Holsztynie stosuje się metodę równego traktowania wszystkich symboli religijnych i po prostu zabrania się ich wieszania oraz noszenia przez nauczycieli i nauczycielki - krzyży także. W większości landów (oprócz południowych) decyzję podejmują poszczególne urzędy, szkoły, gminy i tak dalej. Ale ogólna tendencja jest taka, aby wprowadzać zakazy noszenia wszystkich symboli, gdyż jest to sprawiedliwe traktowanie poszczególnych religii. Natomiast w południowych katolickich landach zakazane jest noszenie muzułmańskich chust, inne zaś symbole są dozwolone.
Obowiązuje tutaj przepis o krzyżu w szkołach z 1995 roku - tak zwany Kruzifix Urteil, w którym jest mowa o przyzwoleniu na umieszczanie w szkołach powszechnych i gimnazjach krzyży, chyba że ktoś zgłosi (np. rodzic w przypadku klas uczniów w wieku do 14 lat) lub sam uczeń (gdy ukończył 14 lat) oficjalny sprzeciw. Tak postępują landy katolickie. Badenia-Wirtembergia poszła najdalej i w kwietniu 2004 roku wydała prawo, według którego zakazane jest noszenie jedynie chusty muzułmańskiej, a noszenie kippy i krzyża oficjalnie dozwolone.
"Prawa człowieka" naszymi prawami?
Można odnieść wrażenie, że coraz powszechniejsza jest tendencja do deprecjonowania praw człowieka i sprowadzania ich do roli narzędzia w realizowaniu polityki sprzecznej z interesem jednostek. - Prawa człowieka wystawia się coraz bardziej na pośmiewisko, ponieważ stały się wytrychem do niszczenia i prawa naturalnego, i dziedzictwa kultury europejskiej w jej najwznioślejszym chrześcijańskim wydaniu. Europa staje się coraz bardziej polem walki z religią - zauważa prof. Jaroszyński.
Należy sobie przy tym zadać pytanie: dlaczego? W końcu tam, gdzie zanika wiara, rodzi się anarchia, zatem jaki może być cel takich działań, wymierzonych bezpośrednio w europejskie społeczeństwa? Warto przy tym podkreślić pewną sprzeczność i skonfrontować szumne hasła o obronie praw człowieka z rzeczywistą ingerencją w pozostającą istotnym elementem tych praw kwestią wiary. Dlaczego na siłę usiłuje się zmienić ciężar właściwy i zakres praw przynależnych człowiekowi?
Zdaniem prof. Piotra Jaroszyńskiego, Unia Europejska jest kontrolowana przez socjalistów, a głównym dogmatem tej ideologii jest ateizm, natomiast hasła socjalne zwabiają niezorientowanych i naiwnych katolików. - Ten proces będzie się nasilał, również w naszym kraju - ocenił prof. Jaroszyński. - Musimy być na to przygotowani, zacznie się od rzeczy drobnych, a skończy na wielkich. Bo nie o symbol idzie, ale o istotę religii, czyli o więź człowieka z Bogiem, którą różni iluminaci będą starali się przerwać. Ponieważ jednak zaczyna się wszystko dość niewinnie, tym bardziej trzeba bronić symboliki religijnej w całej przestrzeni życia publicznego, od przydrożnych kapliczek po świąteczne procesje, od krzyżyka na piersi po krzyże na kościołach. To jest mur, który ma nas chronić. I żadne prawa człowieka nie mogą tego zakazać, tym bardziej że nie są to żadne prawa - podkreślił.
Waldemar Maszewski, Hamburg
Anna Wiejak
"Nasz Dziennik" 2007-12-19
Autor: wa