Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Arogancja i lekceważenie

Treść

Amerykański sekretarz obrony Donald Rumsfeld, który przywykł już do częstej krytyki ze strony amerykańskich i światowych mediów, może stracić stanowisko. Jego zagorzali krytycy pojawili się nawet wśród jego własnej partii republikańskiej. Wielu z nich, jak senator John McCain, otwarcie przyznało, że nie mają do niego - jako szefa departamentu obrony - zaufania. Republikańscy krytycy Rumsfelda pozostawiają jednak decyzję jego dymisji prezydentowi Bushowi.
Amerykańskie media nigdy nie darzyły Rumsfelda zbytnią sympatią. Krytykowano go już od dawna za próby wywierania nacisku na analityków z CIA, by winą za zamach terrorystyczny z 11 września obarczyć Irak. Wśród najczęściej zarzucanych mu błędów znajduje się zbyt wczesne i całkowite rozwiązanie irackiej armii i policji po zdobyciu Bagdadu przez wojska inwazyjne. Przyczyniło się to do powstania chaosu i całkowitego załamania się systemu bezpieczeństwa na ulicach irackich miast, co szybko zostało wykorzystane przez ruch oporu i kryminalne podziemie.
Największym jednak błędem Rumsfelda, będącym konsekwencją poprzednich, jest w opinii jego krytyków niewystarczająca liczba żołnierzy armii okupującej Irak. Nie licząc się z opiniami wojskowych, Rumsfeld, chcąc zminimalizować koszty polityczne i ekonomiczne okupacji, świadomie zaniżył liczbę amerykańskich żołnierzy w Iraku. Choć Rumsfeld nigdy oficjalnie nie przyznał się do popełnionego błędu, amerykańska administracja obecnie nie ukrywa, że będzie musiała wysłać do Iraku dodatkowo od 80 do 120 tys. amerykańskich żołnierzy, aby opanować wymykającą im się spod kontroli sytuację w tym kraju.

Zgubna arogancja
Sekretarz obrony jest krytykowany nie tylko przez polityków z partii republikańskiej i demokratycznej, ale także przez wielu wojskowych. Od dawna wśród nich jest już emerytowany generał Norman Schwarzkopf, który dowodził antyiracką koalicją w czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w latach 1990-1991. Jak wielu innych krytyków Rumsfelda Schwarzkopf zarzuca mu arogancję w stosunku do podwładnych i całkowity brak liczenia się z opiniami wojskowych z Pentagonu.
Krytyka polityki Rumsfelda nasiliła się w amerykańskich mediach po tym, jak podczas jego pobytu w Kuwejcie jeden z żołnierzy w obecności prasy zapytał go, dlaczego w wielu samochodach brakuje tam wzmocnionego opancerzenia, w wyniku czego żołnierze muszą na własną rękę wzmacniać je metalowymi płytami znalezionymi na złomowisku. Tłumacząc się brakami w produkcji, Rumsfeld stwierdził, że w czasie wojny armia musi się posługiwać takim sprzętem, jaki posiada, a nie takim, jaki życzyłaby sobie mieć. To logiczne wytłumaczenie nie spodobało się jednak licznym krytykom sekretarza obrony, którzy stwierdzili, że takiej odpowiedzi nie można udzielać żołnierzom, którzy co dzień narażają swoje życie.

Braki w sprzęcie
Od dłuższego czasu w światowych mediach pojawiają się informacje na temat braków w sprzęcie, jakie trapią amerykańską armię w Iraku. Informacje te są bardzo często wynikiem braku zrozumienia realiów współczesnego pola walki. Najczęściej krytykowany jest brak wystarczającego opancerzenia amerykańskich samochodów Humve. Jednak pojazdy te z założenia nigdy nie miały być opancerzonymi wozami bojowymi. Z taktycznego punktu widzenia są one odpowiednikiem amerykańskiego jeepa z czasów II wojny światowej.
Są to samochody wielozadaniowe, jednak ich głównym przeznaczeniem jest transport żołnierzy i zaopatrzenia bojowego w rejon toczących się walk. Ponieważ obecna taktyka powstańców irackich sprowadza się do atakowania konwojów z zaopatrzeniem, samochody te stają się najłatwiejszym celem ataków. Od 1996 r., po doświadczeniach w Bośni, wprowadzono w amerykańskiej armii wzmocnione wersje samochodów Humve. Najnowsze wersje tych pojazdów po obłożeniu ich stalowymi i kompozytowymi płytami ochronnymi są o 3 tony cięższe od swych poprzedników. Powoduje to, że są o wiele powolniejsze i częściej podatne na uszkodzenia tylnych mostów oraz zużywają więcej paliwa. Części zamienne i paliwo trzeba następnie dostarczać do jednostek w większej ilości konwojami, które są narażone na ataki. Stalowe płyty pod podwoziem chronią załogę tych samochodów przed wybuchem 4-kilogramowego ładunku wybuchowego. Niestety, nie chronią one i nie będą mogły chronić załogi przed przydrożnymi improwizowanymi ładunkami wybuchowymi i granatnikami RPG, ponieważ nie są wozami bojowymi.
Podobnie sprawa ma się z kamizelkami kuloodpornymi. Jest ich w Iraku pod dostatkiem. Chronią one przed odłamkami granatów i broni małokalibrowej. Brakuje jednak kamizelek najnowszej generacji, które mają specjalną wkładkę kompozytową. Takie kamizelki wydawane są na razie tylko w jednostkach piechoty i w jednostkach eskortujących konwoje. Jednak nawet najlepsze kamizelki kuloodporne nie chronią przed nowoczesną rosyjską amunicją penetrującą.
Nawet najlepsze zabezpieczenia nie gwarantują przeżycia, a tylko w nielicznych przypadkach żołnierze wychodzą z ataku bez szwanku. Oślepiające eksplozje przydrożnych improwizowanych ładunków wybuchowych powodują najczęściej poważne uszkodzenia wzroku. Mają przed tym chronić noszone przez żołnierzy specjalne okulary. Z kolei fala uderzeniowa z tych wybuchów powoduje wśród żołnierzy będących nawet w środku lekko opancerzonych pojazdów uszkodzenia mózgu i organów wewnętrznych. Niestety, przy obecnym stanie techniki niewiele można zrobić, by uniknąć tych urazów.

Kiedy odejdzie Rumsfeld?
W ostatnich dniach na jaw wyszła jeszcze jedna bulwersująca sprawa, która najprawdopodobniej ostatecznie przesądzi o karierze Donalda Rumsfelda. Okazało się, że listy kondolencyjne do rodzin żołnierzy, którzy zginęli w Iraku, nie były podpisywane przez niego osobiście, lecz przez specjalną maszynę kopiującą jego podpis. Jego krytycy twierdzą, że jeżeli prezydent USA w swoim nawale obowiązków potrafi znaleźć czas, by własnoręcznie podpisać list kondolencyjny do rodzin poległych żołnierzy, to tym bardziej powinien to robić jego sekretarz obrony.
Obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej przewidują, że o politycznym losie Donalda Rumsfelda zadecydują styczniowe wybory w Iraku. Mimo usilnych zakulisowych starań CIA wszystko wskazuje na to, że wybory te zakończą się kompromitacją amerykańskiej polityki zagranicznej w tym regionie. Po pierwsze, nie wiadomo, czy w ogóle do nich dojdzie, a jeśli nawet, to najprawdopodobniej wygrają je ugrupowania związane z religijnymi przywódcami z sąsiedniego Iranu, który jest na liście największych wrogów USA. Jednak bez względu na wynik wyborów w Iraku los Rumsfelda i tak wydaje się przesądzony. Wrażliwe na punkcie przestrzegania pewnych zasad amerykańskie społeczeństwo potrafi często wybaczyć swoim przywódcom rozmaite błędy, ale rzadko wybacza im arogancję.
Krzysztof Niewola, Vancouver

"Nasz Dziennik" 204-12-22

Autor: kl