Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Andrzej Grubba nie żyje

Treść

Choć od kilku lat walczył ze straszliwą chorobą nowotworową, trudno uwierzyć, że nie ma go już wśród nas. Wczoraj nad ranem zmarł Andrzej Grubba, najwybitniejszy polski tenisista stołowy, jeden z najlepszych sportowców lat osiemdziesiątych. Miał 47 lat.
Przygodę z tenisem stołowym rozpoczął roku 1972 w klubie Neptun Starogard. Miał wtedy 14 lat, wielkie marzenia i całą karierę przed sobą. Wspaniałą - jak się później okazało. Był pierwszym polskim pingpongistą, który wdarł się do światowej czołówki, odnosił sukcesy, zwyciężał najlepszych. Trzykrotnie zdobył brązowy medal mistrzostw świata - w 1989 r. w grze pojedynczej, w 1987 w niezapomnianym deblu z Leszkiem Kucharskim i w 1985 w turnieju drużynowym. W 1982 r. został mistrzem Europy w grze mieszanej, razem z Holenderką Bettiną Vriesekoop. Jego największym marzeniem było stanąć na najwyższym podium MŚ bądź ME w turnieju indywidualnym. Był blisko, nawet bardzo, być może za bardzo. Aż cztery razy walczył w finale mistrzostw Europy, za każdym razem lepsi okazywali się rywale. Miał w kolekcji i 7 medali ME i aż 26 (!) złotych mistrzostw Polski. Trzykrotnie występował na igrzyskach olimpijskich, największym sukcesem było szóste miejsce w Seulu (1988) w grze deblowej z Kucharskim.
W 1985 roku wygrał prestiżowy turniej TOP 12, trzy lata później zdobył Puchar Świata. Był międzynarodowym mistrzem Anglii, Danii, Holandii, Jugosławii, RFN, Rumunii, Walii, Włoch i dwukrotnie Skandynawii. Zyskiwał sympatię nie tylko piękną, techniczną grą, wysokimi umiejętnościami, ale i bardzo sympatycznym, otwartym sposobem bycia.
Od kilku lat walczył z chorobą nowotworową. Jak podkreślali jego przyjaciele, zawsze prowadził niezwykle sportowy tryb życia, nigdy nie zapalił papierosa, dlatego rak płuc był tak ogromnym zaskoczeniem. Nie poddawał się, wierzył, że wróci do zdrowia. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że wszystko zmierza ku lepszemu.
Wczoraj zmienił adres zamieszkania z ziemskiego na niebieski....
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2005-07-22

Autor: ab