Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Anarchiści palą Grecję

Treść

Blisko 10 tys. ludzi zgromadziło się wczoraj przed greckim parlamentem po tym, jak związki zawodowe zapowiedziały 24-godzinny strajk generalny. Antyrządowe protesty przybierają na sile i rozlewają się na cały kraj. Według najnowszych ustaleń, chłopiec, którego śmierć wywołała zamieszki w Atenach, zginął od rykoszetu po strzale ostrzegawczym.

W Atenach nie funkcjonuje lotnisko, a ruch powietrzny nad stolicą został całkowicie wstrzymany. Zakłócone zostało także kursowanie autobusów i metra. Zamknięto też banki i szkoły, część szpitali poinformowała, że będzie działać w ograniczonym zakresie.
Wczoraj pojawiły się także nowe fakty dotyczące zabicia młodego demonstranta. Obrońcy funkcjonariusza policji ujawnili wyniki ekspertyzy balistycznej, która stwierdza, że chłopak zginął od rykoszetu, nie zaś od bezpośredniego trafienia. Według zeznań policjanta, był to rykoszet od strzału ostrzegawczego. Z kolei świadkowie zaraz po tym feralnym wydarzeniu mówili w publicznej telewizji, że funkcjonariusz po wyjściu z radiowozu mierzył i strzelał bezpośrednio do nastolatka.
Zapewnienia te nie uspokoiły jednak uczniów, studentów i nauczycieli, którzy także wzięli udział w związkowych manifestacjach. Dołączyli oni do protestujących na placu Konstytucji pod parlamentem, niosąc transparenty z napisami: "Państwo zabójców", i hasłami domagającymi się natychmiastowej dymisji premiera Kostasa Karamanlisa. W stronę policji, która zabezpieczała manifestację, poleciały kamienie i koktajle Mołotowa. W odpowiedzi służby porządkowe użyły gazu łzawiącego.
Manifestacje oskarżające obecny rząd o kumoterstwo i korupcję odbywały się także w innych miastach Grecji. Mniej więcej po 2 tys. osób wzięło udział w protestach w Salonikach i Petras.
W wyniku starć między demonstrantami a policją aresztowanych zostało kilkadziesiąt osób. Wśród osób zatrzymanych jest Polak. Według przedstawiciela Ambasady RP w Atenach Sławomira Misiaka, zatrzymany od około roku pracuje w Grecji. Polak zapewnia, że w miejscu zamieszek znalazł się przypadkiem, gdy wracał do domu. Według jego relacji, miał jedynie przechodzić obok rozbitej witryny sklepowej. Obecnie przebywa w areszcie, jednak nie usłyszał żadnych zrzutów.
ŁS, Reuters
"Nasz Dziennik" 2008-12-11

Autor: wa