Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Akta w prezencie z dedykacją

Treść

Rośnie zakres ubytków w archiwach IPN spowodowanych "eksportem akt" do Niemiec. Jak się dowiedzieliśmy, w połowie lat 90. strona niemiecka otrzymała od kierownictwa Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu "w prezencie" akta niemieckiego MSW z dedykacją: "w imię dobrej współpracy". Dzisiaj, gdy pod patronatem ministra kultury Kazimierza Ujazdowskiego rusza program liczenia strat osobowych z czasu II wojny światowej, materialne dowody zbrodni pozostają w rękach niemieckich.
Oprócz materiałów ze śledztw dotyczących zbrodni niemieckich, wystawy "Powstanie Warszawskie 1944" i akt Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy była GKBZpNP przekazała do Niemiec także kilkanaście tomów akt niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wypłynęły one w okresie, kiedy archiwami zarządzał dyrektor Stanisław Biernacki. Zostały przekazane stronie niemieckiej "w prezencie", z dedykacją: "w imię dobrej współpracy". Informacja na ten temat znajduje się w protokole lustracji archiwów GKBZpNP, sporządzonym w 1998 roku. Dokument, według naszych informacji, trafił do prowadzącego śledztwo prokuratora Grzegorza Jaremki z warszawskiej prokuratury okręgowej. Doktor Biernacki, historyk, był długoletnim szefem Archiwum GKBZpNP, potem piastował funkcję zastępcy dyrektor naczelnej Archiwów Państwowych Darii Nałęcz. Obecnie jest na emeryturze. Z "Naszym Dziennikiem" nie chce rozmawiać.
Prokuratura na razie nie zajmuje się sprawą wydania do Niemiec akt niemieckiego MSW, wystawy "Powstanie Warszawskie 1944" i akt RSHA (archiwum Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy).
- Śledztwo w sprawie przekazywania archiwaliów do Niemiec ograniczone jest do sprawy objętej zawiadomieniem prezesa IPN. Nie zostało rozszerzone o dodatkowe wątki, ale w przyszłości nie można tego wykluczyć - poinformował nas rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej prokurator Maciej Kujawski.
Postępowanie toczy się w oparciu o zawiadomienie wniesione przez prof. Janusza Kurtykę, prezesa IPN. Wniosek prof. Kurtyki obejmuje braki w aktach śledztw w sprawie zbrodni niemieckich na polskich obywatelach w czasie II wojny światowej. Nie dotyczy pozostałych ubytków w archiwach IPN. Nie odnosi się także do "bałaganu w archiwach", jak wcześniej podaliśmy.
W ubiegłym tygodniu dwukrotnie przesłuchiwany był prokurator Antoni Kura, naczelnik wydziału nadzoru nad śledztwami Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN. Wcześniej przesłuchano prokuratora Lucjana Nowakowskiego z IPN. W oparciu o te zeznania prokurator prowadzący postępowanie ma opracować plan śledztwa i stworzyć listę świadków. Obecnie trwa analiza umów międzynarodowych zawartych pomiędzy PRL a RFN, mająca ustalić, czy istniały podstawy prawne do przesyłania archiwaliów za granicę. Prokuratura potrzebuje na to ok. 2 tygodni. Potem podejmie dalsze przesłuchania świadków.

Dowody "wyjechały"
We wtorek zebrał się zespół prokuratorów IPN, z udziałem prof. Kurtyki i prof. Witolda Kuleszy, szefa pionu śledczego Instytutu. Przyjęto zasady kontroli w archiwach, którą przeprowadzą archiwiści i prokuratorzy IPN. Raport powinien być gotowy do końca roku. Ostatnia kontrola, przeprowadzona w 1998 r., wskazywała na utratę ok.10 tys. tomów akt.
- Akta śledcze przekazywane do Niemiec dokumentowały nie tylko zbrodnie na ludności, ale także straty materialne wyrządzone w Polsce w ramach systemu niemieckich represji
- twierdzą nasi informatorzy. Zeznania świadków to prawdziwa kopalnia wiedzy na temat podpaleń obiektów, zagrabienia mienia etc. W teczkach znajdowały się też informacje pochodzące od sołtysów, którzy w latach 1946-1947 przyznawali poszkodowanym pomoc materialną.
W ostatnich dniach minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski ogłosił uroczyście inaugurację programu naukowo-badawczego szacowania strat osobowych poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Będą ustalane nazwiska ofiar i okoliczności utraty życia. Z kolei wicemarszałek Sejmu Marek Kotlinowski z LPR zapowiedział wniesienie przez ten klub projektu ustawy o policzeniu w całym kraju strat materialnych spowodowanych przez niemieckiego i sowieckiego okupanta.
- Musimy zdawać sobie sprawę, że dowody strat i zbrodni znajdują się dziś po stronie niemieckiej - ostrzega historyk związany z IPN.

Nie ma ścieżki powrotu?
Polska ratyfikowała konwencję genewską o pomocy prawnej w sprawach karnych z 1959 r. dopiero w kwietniu 2004 r., a dodatkowe ułatwienia wprowadziła w umowie dwustronnej z Niemcami z 17 lipca 2004 r. Na mocy tych umów uregulowana została wysyłka materiałów dowodowych za granicę na potrzeby tamtejszego wymiaru sprawiedliwości oraz ścieżka ich powrotu do kraju. Proceder wysyłki akt do Niemiec, jaki miał miejsce przed 2004 r., nie miał oparcia w umowie międzynarodowej - wynika z informacji Departamentu Prawno-Traktatowego MSZ, przygotowanej dla ministra sprawiedliwości w 2005 r. Co więcej, akta przesyłane przez blisko 30 lat do Ludwigsburga nie mają zagwarantowanej "ścieżki powrotu", ponieważ nie pozostają w dyspozycji niemieckiego wymiaru sprawiedliwości, lecz rozsiane są po archiwach.
Sprawa eksportu archiwaliów wywołała głębokie poruszenie w polskim społeczeństwie. Z naszych informacji wynika, że do IPN zwracają się osoby, które posiadają wiedzę na temat procederu upłynniania archiwów byłej Głównej Komisji.
"Stan patologiczny trwał od dawna. Dzisiaj nie wystarczy ustalić zakres braków i kto za nie ponosi odpowiedzialność. Trzeba również zbadać motywy sprawców" - pisze jeden z naszych Czytelników.
Małgorzata Goss

"Nasz Dziennik" 2006-09-07

Autor: wa