Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Akta "rozpłynęły się" w Niemczech

Treść

Główne archiwum federalne Niemiec, do którego władze PRL przesłały tysiące akt w sprawach zbrodni hitlerowskich na Narodzie Polskim, twierdzi, że nie posiada ich, ponieważ zostały one przekazane do lokalnych niemieckich prokuratur. Oznaczałoby to, że oddanie tych dokumentów jest praktycznie niemożliwe. Sytuacja jest tym bardziej oburzająca, że - jak twierdzi były pracownik niemieckich archiwów - nie jest znany przypadek, by ktokolwiek został w Niemczech skazany w oparciu o te materiały. Instytut Pamięci Narodowej zamierza mimo wszystko opracować "mechanizm" odzyskania akt od Niemców. W przyszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie zdecyduje, czy rozpocząć śledztwo w sprawie przekazywania akt Niemcom.

Centralne Archiwum Sądu Krajowego (landowego) w Ludwigsburgu (główny urząd ds. koordynacji nad badaniem zbrodni nazistowskich) potwierdziło, że otrzymało "w latach wcześniejszych od polskiej Komisji Zbrodni Hitlerowskich (...) wiele oryginalnych dokumentów dotyczących zbrodni wojennych dokonanych przez nazistów". "Aby rzeczowo odpowiedzieć na Państwa pytanie, należałoby mieć wgląd do oryginalnych akt i dokumentów, które obecnie znajdują się w wielu archiwach w różnych miejscach, tam, gdzie dana prokuratura prowadziła sprawy" - wyjaśnił dr Riedel w imieniu Centralnego Archiwum Sądu Krajowego w Ludwigsburgu. Z przedstawionego przez niego stanowiska wynika, że gdyby strona polska chciała odzyskać utracone dokumenty, musiałaby zwracać się do archiwów lokalnych prokuratur.
Polski historyk dr hab. Bogdan Musiał, który pracował zarówno w Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, jak i w niemieckich archiwach, w tym w centralnym archiwum w Ludwigsburgu, potwierdził, że niemieckie archiwa w powyższy sposób traktowały dokumenty z Polski. - Miałem między innymi do czynienia ze śledztwami dotyczącymi zbrodni niemieckich popełnionych we wrześniu 1939 roku i późniejszymi. (...) Śledztwa prowadziły poszczególne prokuratury regionalne, np. w Hamburgu czy Hanowerze - stwierdził Bogdan Musiał. - Wszystkie te śledztwa zostały według mojej wiedzy umorzone w latach 90., ponieważ się przedawniły, jako że nie były one popełnione na tle rasowym - powiedział polski historyk. Naczelnik wydziału nadzoru nad śledztwami Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, odnosząc się do tej informacji, potwierdził, że absolutna większość śledztw została umorzona.
Tymczasem już dziś - jak poinformowano nas w sekretariacie wicedyrektora Ryszarda Walczaka - otrzymamy wyjaśnienie, w jaki sposób i dlaczego wyzbywano się tak ważnych dokumentów.
W stanowisku niemieckich archiwów, do których zwróciliśmy się z pytaniami dotyczącymi dokumentów z Polski, występują jednak pewne rozbieżności. Archiwum centralne w Ludwigsburgu poinformowało, że przekazywało do lokalnych prokuratur oryginalne dokumenty z Polski. Wypowiadający się w imieniu archiwum zastępca jego dyrektora dr Joachim Riedel napisał: "teraz nie mogę Państwu potwierdzić, które i ile dokumentów było oryginalnych, gdyż posiadamy w chwili obecnej jedynie duplikaty wszystkich dokumentów". "Na podstawie tych duplikatów nie ma możliwości ustalić, czy zostały one sporządzone z oryginałów, czy też z innych kopii. Oryginały zostały wcześniej przekazane do wielu prokuratur [na terenie całego kraju - red.], które w danym momencie prowadziły sprawy związane z tymi dokumentami" - tłumaczył przedstawiciel archiwum.
Tymczasem niższa rangą Filia Archiwum Federalnego, mieszcząca się również w Ludwigsburgu, nie wiedziała, czy otrzymywała oryginalne dokumenty. Reprezentujący tę instytucję doktor Andreas Kunz powiedział, że nie jest w stanie wyjaśnić, czy otrzymane od centralnego archiwum dokumenty "są oryginalne, czy też są to dokumenty sporządzone na podstawie jedynie kopii".
Według historyka Bogdana Musiała, rzeczywiście poszczególne prokuratury lokalne otrzymywały od centralnego archiwum w Ludwigsburgu oryginały dokumentów, które przysłano z Polski. - Po umorzeniu śledztwa te dokumenty zostały oczywiście w aktach poszczególnych prokuratur, które po pewnym czasie zostały przekazane do archiwów lokalnych - twierdzi Musiał. Jego zdaniem, aby teraz mieć do nich dostęp, należałoby uzyskać specjalne zezwolenie. - Czyli te dokumenty praktycznie nie są dzisiaj dostępne. Wniosek: odzyskanie dokumentów, które polska strona przekazała, jest dzisiaj praktycznie niemożliwe - uważa Bogdan Musiał.
W przyszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie wezwie na przesłuchanie w sprawie "eksportu akt" do Niemiec prokuratora z IPN, który był w wewnętrznej komisji Instytutu wyjaśniającej całą sprawę. Wtedy też podejmie decyzję o rozpoczęciu śledztwa. Tymczasem już dziś - jak poinformowano nas w sekretariacie wicedyrektora Ryszarda Walczaka - otrzymamy wyjaśnienie, w jaki sposób i dlaczego wyzbywano się tak ważnych dokumentów, jakimi były akta śledztw dotyczących zbrodni popełnionych przez Niemców w okupowanej Polsce. Działo się to w czasie, gdy Walczak był szefem Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i za jego przyzwoleniem.
- W drugiej połowie miesiąca prokuratura zdecyduje o rozpoczęciu śledztwa w sprawie przekazywania do Niemiec akt dotyczących zbrodni niemieckich popełnionych w okupowanej Polsce - powiedział nam rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Maciej Kujawski. - Wtedy z urlopu wraca jedna z osób, które w ubiegłym roku były w komisji wyjaśniającej całą sprawę wewnątrz IPN, i będzie można ją przesłuchać - dodał. Nieoficjalnie wiemy, że najprawdopodobniej chodzi tu o prokuratora Antoniego Kurę, naczelnika wydziału nadzoru nad śledztwami Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, który w ubiegłym roku przedstawił raport z prac komisji i wykazał braki w wielu dokumentacjach śledztw prowadzonych przez Instytut.
Prokurator Maciej Kujawski nie wykluczył, że w trakcie postępowania może zaistnieć konieczność zwrócenia się o pomoc prawną do Niemiec. - Wtedy o taką poprosimy - powiedział.
Podobnego zdania jest prokurator Antoni Kura. - Do końca roku postaramy się zbilansować rzeczywisty stan akt prowadzonych przez nas śledztw - zapowiedział. - Gdy ustalimy skalę braków, będziemy musieli znaleźć jakiś mechanizm odzyskiwania akt od Niemców - dodał. Według niego, w każdej z oddziałowych komisji, które przesyłały akta, są kopie pism przewodnich od Niemców. Dlatego Antoni Kura liczy, że dzięki temu uda się zlokalizować dokumenty i trafić do nich.
Jednak czy do wszystkich? - Na razie posługujemy się szacunkami, które pochodzą ze strony niemieckiej - tłumaczy Antoni Kura. - Wewnętrzny bilans pozwoli nam ustalić, jakie jeszcze dokumenty zostały wysłane do archiwów niemieckich - dodaje. Jego zdaniem, bardzo dużo śledztw zostało ogołoconych z akt.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które powinno być zainteresowane sprawą, przesłało nam dziś odpowiedź, w której czytamy: "Informujemy, iż Departament Prawno-Traktatowy MSZ nie zajmuje się sprawą przekazywania do archiwów w Niemczech akt dotyczących zbrodni niemieckich popełnionych w okupowanej Polsce. Do Departamentu nie wpłynęło dotychczas żadne pismo z IPN lub innego organu ws. wydania opinii lub stanowiska dotyczącego tych zagadnień. (...) W chwili obecnej sprawę bada prokuratura i nie ma dostatecznej wiedzy, czy MSZ powinno występować o zwrot jakichkolwiek dokumentów". Pod pismem podpisała się Alicja Rakowska z departamentu systemu informacji MSZ.
Dzisiaj - po 14 dniach od zadania pytań - wyjaśnienie ma przesłać dr Ryszard Walczak (były pracownik kadrowy Akademii Nauk Społecznych KC PZPR, obecnie wicedyrektor biura postępowania sądowego Prokuratury Krajowej).
Doniesienie w sprawie "eksportu akt" do Niemiec złożył w czerwcu 2006 r. prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka. Chodzi o przekazywanie od lat 60. przez ścigającą wówczas zbrodnie niemieckie w Polsce Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (poprzedniczkę pionu śledczego IPN) do centrali ścigania zbrodni narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu oryginałów materiałów kilku tysięcy śledztw dotyczących zbrodni niemieckich z lat okupacji. Chodzi m.in. o protokoły przesłuchań świadków, akty zgonów, dane o sprawcach, zdjęcia, plany itp. Przesyłano oryginalne dokumenty, niejednokrotnie bez zachowywania kopii. Z Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przekazano do Niemiec także wystawę "Powstanie Warszawskie '44" z autentycznymi zdjęciami oraz akta Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy dla Generalnego Gubernatorstwa. Ten "eksport akt" przeprowadzony został wbrew ustawie o narodowym zasobie archiwalnym. Szefem Komisji był wówczas Ryszard Walczak.
Waldemar Maszewski, Hamburg
Anna Skopinska

"Nasz Dziennik" 2006-08-17

Autor: wa