Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ahonen, a za nim Małysz

Treść

Fin Janne Ahonen wygrał wczoraj na olimpijskim obiekcie w Innsbrucku trzeci konkurs Turnieju Czterech Skoczni. Było to jego dziesiąte zwycięstwo w jedenastym starcie w sezonie, co jest wyczynem niespotykanym w historii. Drugi był Adam Małysz, który dzięki temu zachował realne (i to bardzo) szanse na podium w klasyfikacji generalnej imprezy. Słabiej niż ostatnio spisał się Robert Mateja. Był dopiero 28. Ostatni konkurs turnieju odbędzie się w czwartek w Bischofshofen.
A jak było wczoraj? Loteryjnie. Pierwsza seria odbyła się jeszcze w przyzwoitych warunkach. Co prawda wiatr wiał jak chciał, jedni zawodnicy mieli warunki bardzo dobre (najlepsze chyba Ahonen), inni dużo słabsze (niestety w tym gronie był Mateja), ale konkurs przebiegał płynnie. Nie było przerw, wydłużających rywalizację w nieskończoność. Prowadził, któż by inny - lider Pucharu Świata, absolutny dominator skoczni, czyli Ahonen. Fin skoczył 128,5 m - zdecydowanie najdalej, ładnie stylowo. Miał nieco szczęścia, bo trafił na wyjątkowo korzystny podmuch wiatru, ale taką sposobność też trzeba umieć wykorzystać. On to potrafi - przynajmniej dziś - jak nikt inny. Drugie miejsce, niespodziewanie, bo w tym sezonie jest cieniem samego siebie z poprzedniego, zajmował Norweg Sigurd Pettersen. Wykorzystał świetne warunki, pofrunął 126 m.
Trzeci był Małysz. Nasz mistrz nie miał szczęścia do warunków, gdy pojawił się na rozbiegu, była zupełna cisza. Mimo to Polak skoczył bardzo dobrze, daleko, co pozwoliło mu zająć trzecie miejsce po pierwszej serii.
Zawiódł Mateja. Po wcześniejszych dwóch konkursach, w których wręcz zaskakiwał świetną dyspozycją, liczyliśmy - szczerze mówiąc - na więcej, nawet na awans do czołowej dziesiątki klasyfikacji końcowej. Od wczoraj wiadomo, że będzie to niemożliwe. Pan Robert miał pecha, trafił na wyjątkowo niekorzystny wiatr, szczęśliwie awansował do finałowej serii, zajmując 30. miejsce.
A potem wiatr zaczął wyczyniać przeróżne harce. Swoje dodali też organizatorzy, którzy chcieli, aby wszyscy zawodnicy mieli w miarę wyrównane szanse (co tak naprawdę zupełnie się im nie udawało), stąd druga seria trwała i trwała. Przerw było całe mnóstwo, daleko latali ci, którzy mieli szczęście (ten wiatr...). Nie miał go przykładowo Pettersen, który wylądował na zaledwie 100,5 m i spadł na 23. miejsce.
Wśród tych, którzy zdołali go wyprzedzić, był Małysz. Polak nie przejął się złymi warunkami, zrobił swoje i zajął 2. miejsce. Jest też drugi w klasyfikacji generalnej turnieju. Na pierwsze nie ma szans, bo przewaga Ahonena jest ogromna, ale podium jest realne, i to bardzo. - Na razie jednak o tym nie myślę - mówi nasz reprezentant.
- Koncentruję się na tym, by dobrze skakać - dodaje, wiedząc doskonale, że takie podejście w przeszłości przynosiło mu największe sukcesy.
Wygrał oczywiście Ahonen. To dziwić nie może, bo w tym sezonie na Fina nie ma mocnych. A że miał szczęście? Ono ponoć sprzyja najlepszym.
Szczęściarzem był także Austriak Thomas Morgenstern. Po pierwszej serii był bardzo, bardzo daleko (24., co jak na zawodnika walczącego o najwyższe cele było niemiłym zaskoczeniem), ale w drugiej trafił na kapitalny wiatr, pociągnął aż 127,5 m, i awansował na 4. miejsce.
Wyniki: 1. Ahonen (Finlandia) 243,8 pkt (128,5 m + 120 m), 2. Małysz 236,8 (123,5+120), 3. Janda (Czechy) 232,5 (122+118), 4. Morgenstern (Austria) 229 (112,5+127,5)... 28. Mateja 178,4 (103,5+112,0).
Klasyfikacja Turnieju Czterech Skoczni: 1. Ahonen 772,3 pkt, 2. Małysz 723,2, 3. Morgenstern 721,6... 14. Mateja 641.
Klasyfikacja Pucharu Świata: 1. Ahonen 1080 pkt, 2. Janda 577, 3. Martin Hoellwarth (Austria) 537, 4. Roar Ljoekelsoey (Norwegia) 515, 5. Morgenstern 482, 6. Małysz 453... 27. Mateja 60.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2005-01-04

Autor: kl