Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ahmadineżad w roli głównej

Treść

Iran nie potrzebuje broni nuklearnej ani nie dąży do wojny ze Stanami Zjednoczonymi - oświadczył prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CBS. Ahmadineżad, który przybył do Nowego Yorku na 62. sesję Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, skupił na sobie uwagę mediów. Na sesję poświęconą zmianom klimatycznym przybyło kilkudziesięciu światowych przywódców, w tym prezydent Lech Kaczyński. Zarówno Amerykanie, jak i światowe media najbardziej śledziły kroki Ahmadineżada, który wczoraj miał odwiedzić renomowany Uniwersytet Columbia, gdzie czekały na niego tysiące demonstrantów.



Zapytany przez dziennikarzy CBS, czy celem Iranu jest uzyskanie bomby jądrowej, Ahmadineżad odpowiedział: "Stanowczo nie". - Nie potrzebujemy tego. Z jakiego powodu mielibyśmy ją potrzebować? - oświadczył prezydent Iranu. Kraje zachodnie podejrzewają Iran o dążenie do wyprodukowania broni jądrowej, czemu ma służyć zaawansowany proces wzbogacania uranu. Władze w Waszyngtonie nie wykluczają, że przeprowadzą militarną operację przeciwko Iranowi, jeśli zawiodą dyplomatyczne wysiłki, by przekonać Teheran do wyrzeczenia się programu jądrowego. Tymczasem Iran nieustannie powtarza, że jego program atomowy ma wyłącznie charakter pokojowy i jest rozwijany ze względu na potrzeby energetyczne tego kroju.

Odpowiemy USA
Zaledwie kilkanaście godzin po pokojowych zapewnieniach Ahmadineżada agencje przytoczyły wczoraj słowa jednego z czołowych polityków Iranu. - Mamy silny system wywiadowczy i rakiety. Bacznie obserwujemy działania sił zagranicznych w sąsiednich państwach dzięki wysoko zaawansowanej technologii satelitarnej i radarom. Jeśli wkroczą [USA - przyp. red.] w naszą przestrzeń powietrzną lub wody terytorialne, otrzymają właściwą odpowiedź - zapowiedział Rahim Safavi, doradca najwyższego przywódcy duchowo-politycznego Iranu ajatollaha Alego Chamenei.

Sesja w cieniu
Na wczorajszej sesji ONZ przywódcy podjęli temat wspólnych przedsięwzięć zmierzających do powstrzymania globalnego ocieplenia. Rząd USA nie przystąpił do Protokołu z Kioto mającego na celu redukcję emisji gazów cieplarnianych. Sprzeciwia się też dążeniom do zahamowania ocieplenia klimatu na Ziemi na mocy porozumień między państwami, choć to właśnie Stany Zjednoczone odpowiadają za 40 procent emisji tych gazów. Ban Ki Mun zaprosił cztery kraje: Polskę, Danię, Kenię i Indonezję, do przygotowania raportu w sprawie przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Dzień po zakończeniu szczytu prezydent George W. Bush spotka się w Waszyngtonie z przedstawicielami 18 największych "trucicieli planety", czyli państw odpowiadających za 90 proc. emisji gazów. Wśród nich są najbardziej uprzemysłowione kraje świata stanowiące grupę G-8, a także m.in. Chiny, Indie i Brazylia.
WT, BF, PAP
"Nasz Dziennik" 2007-09-25

Autor: wa