Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Adaaaaaaam! Jesteś wielki!

Treść

To były cudowne, piękne i jakże radosne chwile. Łzy szczęścia wielkiego zwycięzcy dobitnie świadczyły o tym, że stało się coś niezwykłego. I tak też było. W sobotni wieczór Adam Małysz po raz drugi w karierze zdobył tytuł mistrza świata w skokach narciarskich. Po pasjonującej, fenomenalnej, godnej najlepszych i największych walce. Nie pozostawił swym rywalom złudzeń. Wrócił na sam szczyt.
O swym sukcesie mówił łamiącym się głosem. Gdzieś w kąciku oka drżała łza. - Brak mi słów, tak jestem szczęśliwy - mówił. - Radość jest tym większa, że jest to dopiero moje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie i odniesione od razu na najważniejszych zawodach. Cieszę się, że kibice są ze mną, że byli też ze mną wtedy, kiedy nie wygrywałem, ale zajmowałem na przykład czternaste miejsce - dodał. Nasz mistrz był też troszkę tajemniczy. Przyznał, że przed konkursem żona przekazała mu coś szczególnego. Co? - Teraz nie powiem - odrzekł wzruszony.
Adam Małysz nie ukrywał, że choć tytuł najlepszego na świecie wywalczył po raz drugi w karierze, to ten z soboty miał smak inny - pełniejszy i piękniejszy. Bo wówczas, przed dwoma laty w Lahti, był zdecydowanym faworytem - wygrywał konkurs za konkursem, był w wielkiej formie, więc i medal (złoty!) wszyscy przyznaliśmy mu już przed zawodami. Teraz sytuacja była zupełnie inna. Małysz, mimo że cały czas znajdował się w ścisłej światowej czołówce, nie zwyciężył od ponad roku (ostatnio 20 stycznia 2002 r. w Zakopanem). Teraz na medal, i to jakikolwiek, liczyliśmy po cichu. A tu Adam tak zaskoczył. Spisał się cudownie i dał i nam, i sobie tak wiele radości. I powodów do dumy.
Sobotni konkurs na skoczni K-120 w Predazzo stał na rewelacyjnym poziomie. Dość powiedzieć, że aż trzykrotnie poprawiony został dotychczasowy rekord tego obiektu. A że dwa razy uczynił to Małysz?
Po pierwszej serii to nie Polak, a wracający do wielkiej formy Matti Hautamaeki znajdował się jednak na czele stawki walczącej o mistrzostwo świata. Fin w kapitalnym stylu poszybował na 134 m (to był nowy rekord), otrzymał bardzo wysokie noty za styl (wszystkie po 19,5) i o... 0,5 punktu wyprzedzał Polaka. Małysz bowiem także skoczył wręcz idealnie, także osiągnął 134 m, ale otrzymał ciut niższe noty od sędziów. Pozostali konkurenci plasowali się daleko z tyłu i było pewne, że prowadząca dwójka rozegra między sobą walkę o zwycięstwo. I tak też się stało. Polak skakał jako przedostatni. Musiał wytrzymać presję i poszybować tak daleko, by zdumieć wszystkich, na czele z Hautamaekim. I tak też uczynił. Leciał i leciał, aż wylądował na 136. metrze. To był nowy rekord, to był nokaut. Nasi trenerzy, Apoloniusz Tajner i Piotr Fijas, chwycili się za głowy. Ale Polak nie był jeszcze mistrzem, bo po nim skakał przecież Fin. I skoczył pięknie, ale nie tak daleko, by móc wyprzedzić naszego "orła". Po chwili wzruszony, uśmiechnięty i szczęśliwy Adam poszedł pokłonić się kibicom. Nad skocznią powiewały dziesiątki biało-czerwonych flag...
Ogromnej radości i wzruszenia nie ukrywał także trener Apoloniusz Tajner. Chwaląc swego podopiecznego, dodał, że to może być dopiero początek wielkich sukcesów. Że Małysz może wygrać i piątkowe zawody na skoczni K-95, i Puchar Świata. - Adam dysponuje obecnie atomowym odbiciem. Poprawił wszystkie kąty przy wyjściu z progu i będzie walczył o wygraną na średniej skoczni. Nasz plan przygotowań sprawił, że Adam trafił z formą na mistrzostwa i jestem przekonany, że podobnie będzie w marcowych zawodach Pucharu Świata - powiedział Tajner.
Za plecami Małysza i Hautamaekiego toczyła się walka o pozostałe miejsce na podium. Niespodziewanie zwycięsko wyszedł z niej Japończyk Noriaki Kasai. Dopiero siódme miejsce zajął wielki faworyt, Niemiec Sven Hannawald.
Marcin Bachleda, który był jedynym oprócz Małysza Polakiem w drugiej serii, zakończył konkurs na 27. miejscu. Robert Mateja i Tomisław Tajner nie zdołali awansować do finałowej 30.
Wyniki konkursu na skoczni K-120 w Predazzo: 1. Adam Małysz 289,0 pkt (134,0 m - 136,0 m), 2. Matti Hautamaeki (Finlandia) 286,5 (134,0 - 133,5), 3. Noriaki Kasai (Japonia) 273,2 (131,0 - 130,5), 4. Tommy Ingebrigtsen (Norwegia) 266,9 (129,0 - 131,5), 5. Hideharu Miyahira (Japonia) 264,4 (130,0 - 130,5), 6. Robert Kranjec (Słowenia) 260,9 (127,0 - 128,5), 7. Sven Hannawald (Niemcy) 260,6 (129,5 - 125,0), 8. Florian Liegl (Austria) 257,2 (125,0 - 129,0), 9. Michael Uhrmann (Niemcy) 249,4 (126,5 - 124,0), 10. Tami Kiuru (Finlandia) 249,0 (126,0 - 124,0)... 27. Marcin Bachleda 212,7 (119,0 - 112,5)... 36. Robert Mateja 92,7 (109,0) i Tomisław Tajner 92,7 (109,0).
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 24-02-2003

Autor: DW