Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Abstrakcyjne wymogi Unii

Treść

Od listopada używanie mączek mięsno-kostnych do karmienia zwierząt ma być w Polsce zakazane. Okazuje się jednak, że są to kolejne przepisy na wyrost, bo ten składnik pasz nie jest szkodliwy dla wszystkich zwierząt. Wprowadzenia takiego przepisu domaga się Unia Europejska. Skutki finansowe tej decyzji szacowane są na ok. 400 mln zł. Mączki mięsno-kostne zamiast do pasz mają trafić na pola lub do spalarni. Ma je zastąpić soja z importu. Żywieniowcy zwierząt twierdzą, że wpłynie to na wzrost kosztów produkcji średnio o mniej więcej 3-5 proc. Z tego tytułu dodatkowe wydatki mają ponieść także zakłady mięsne.
Mączkami mięsno-kostnymi dotychczas karmić nie można jedynie przeżuwaczy, czyli bydła, owiec i kóz. Zakaz nie dotyczył natomiast zwierząt monogastrycznych, czyli posiadających jeden żołądek. I tak mączki mięsno-kostne dodawane są do pasz, którymi skarmiany jest drób i trzoda chlewna. Od listopada sytuacja się jednak zmieni, a wszystko dlatego, że Unia Europejska opowiada się za wycofaniem mączek z łańcucha pokarmowego wszystkich zwierząt. To właśnie tym dodatkom przypisuje się powstanie schorzenia BSE wśród przeżuwaczy. Zdaniem specjalistów, powstanie gąbczastej encefalopatii (BSE) jest wynikiem niewłaściwego wykonania mączek, a także karmienia nimi przeżuwaczy nieprzystosowanych do przyjmowania białka zwierzęcego. Nie są one w stanie zneutralizować patogenów, które zawierało białko znajdujące się w karmie.
Specjaliści uważają jednak, że fakty te nie powinny zupełnie dyskryminować możliwości wykorzystania mączek jako dodatku do pasz dla zwierząt, których układ pokarmowy dostosowany jest do przyjmowania z zewnątrz białka zwierzęcego. Należy do nich drób i trzoda chlewna. Profesor Barbara Kamińska z Instytutu Zootechniki w Krakowie przypomniała także, że naukowcom nie udało się zakazić chorobą BSE drobiu, a tym samym nie ma ryzyka skarmiania go mączkami, które - zdaniem specjalistów - stanowią źródło wartościowego białka o cennym składzie niezbędnych aminokwasów, a także przyswajalnego fosforu i wapnia oraz niektórych mikroelementów.
Ze względu na dostosowanie do unijnych wymagań mączki będzie trzeba zastąpić poekstrakcyjnymi śrutami - sojowymi oraz w mniejszym zakresie rzepakowymi, a także grochem. Podawanie śruty rzepakowej kurom stwarza jednak ryzyko pojawienia się w jajach nieprzyjemnego rybiego zapachu. Dlatego też dominować będzie soja z importu, nierzadko zmodyfikowana genetycznie.
Specjaliści tłumaczą, że białko roślinne ma odrębny skład aminokwasów. Zmusi to producentów do uzupełnienia pasz aminokwasami syntetycznymi, a także zwiększenia dodatków smakowych i zapachowych, by zwierzęta chętniej jadły karmę. Podniesie to koszty produkcji pasz, szczególnie tych stosowanych do odchowu piskląt indyczych czy kurzych brojlerów, gdzie trzeba dodać nawet do ok. 27 proc. białka. Dotychczas stosowane mączki zwierzęce zawierały nawet do 58 proc. białka. Alternatywą mogą być wyciągi białka z soi, które są jednak bardzo drogie. Spowoduje to wzrost kosztów produkcji odchowu brojlerów kurzych czy indyczych nawet o 30 proc. Cały koszt produkcji indyków wzrośnie o 10 proc., a brojlerów kurzych o 5-6 proc., natomiast pozostałych gatunków zwierząt o 3-4 proc. Są to koszty szacunkowe, ponieważ rosnące zapotrzebowania na soję może wpłynąć na wzrost jej ceny.
Wiceminister rolnictwa Józef Pilarczyk już wcześniej zapowiadał, że białko zwierzęce ma zostać zastąpione głównie importowaną soją, która w dużej mierze jest zmodyfikowana genetycznie. Nie ukrywał, że wyeliminowanie mączek wpłynie na wzrost kosztów produkcji w zakładach mięsnych.
Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa zwraca uwagę, że zakłady mięsne dotychczas za tonę odpadów przekazanych do zakładu utylizacyjnego otrzymywały 100 zł. Teraz za utylizację tony odpadów same będą musiały zapłacić ok. 600 zł. W takiej sytuacji nie wykluczają, że będą wykonywać utylizację we własnym zakresie, ponieważ roczne koszty utylizacji niektórych zakładów szacowane są nawet na mniej więcej 1 mln zł. Jak podaje resort rolnictwa, w Polsce wytwarza się rocznie ok. 600-800 tys. ton odpadów zwierzęcych.
Pozostanie także problem wykorzystania mączek mięsno-kostnych powstających w Polsce. Główny lekarz weterynarii Piotr Kołodziej tłumaczy, że trwają prace nad alternatywnym ich wykorzystaniem. Pod uwagę brane jest używanie ich do nawożenia, a także wykorzystanie jako materiału opałowego. Jednak już dziś tylko bezpośrednie koszty zakazu stosowania mączek do skarmiania zwierząt szacowane są na ok. 400 mln zł.
Karolina Goździewska



Księżycowo jak w PRL
Radosna twórczość brukselskich biurokratów nie przyczynia się na razie do wzrostu koniunktury krajów Piętnastki. I nie ma się czemu dziwić. Unijni "fachowcy" najpierw dopuszczają do stosowania w paszach niebezpiecznych komponentów tam, gdzie nie powinni, a potem, gdy wybucha choroba szalonych krów, nakazują je wycofać, nie licząc się z wynikami badań naukowych, także tam, gdzie nie trzeba. W końcu można by machnąć ręką, ale za konsekwencje tych decyzji zapłacimy przecież my wszyscy, drobni podatnicy.
Mnożące się przepisy Unii Europejskiej już dziś doprowadzają do sytuacji, że szereg zakładów działających na terenie krajów Piętnastki zamiast kupować rodzimy surowiec, importuje m.in. tusze drobiowe z Tajlandii czy Brazylii. Podobna sytuacja może mieć miejsce w Polsce. Czy polscy decydenci mają świadomość konsekwencji bezkrytycznego wprowadzania unijnego prawa?
Karolina Goździewska
Nasz Dziennik 24-09-2003

Autor: DW