A stenogramy porażają
Treść
Niesamowicie ożywiła się w ostatnich dniach atmosfera wokół sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen. Wczoraj rano zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik ujawnił, że w sobotę został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa były asystent społeczny posła Józefa Gruszki (PSL), Marcin T. Dopiero później prokuratura prostowała, że nie ma to żadnego związku z komisją. Okazało się też, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego od kilku miesięcy prowadzi śledztwo na temat kontaktów prasowych prawicowych członków komisji oraz znajomości ostatniego stenogramu z podsłuchów Marka Dochnala. Dziś tymi sprawami zajmie się Komisja ds. Służb Specjalnych.
Zdaniem kilku posłów, to właśnie ten ostatni, tajny do poniedziałku, stenogram miał być ostatecznym powodem, dla którego prezydent Aleksander Kwaśniewski nie stawił się przed komisją. Za jego odtajnienie pracę stracił pełnomocnik ds. informacji niejawnych w Kancelarii Sejmu.
O czym rozmawiali 8 września ub.r., a więc już w czasie prac komisji śledczej, Marek Dochnal ze swoim asystentem? Prócz informacji, jakie podaliśmy wczoraj, że chodzi o ludzi od "mokrej roboty" z fundacji Jolanty Kwaśniewskiej, pojawia się wątek sprawozdań finansowych "Porozumienia bez barier".
"Jak się wytłumaczy?" - pyta Marek Dochnal swojego asystenta Krzysztofa P. "No jak się wytłumaczy, że co, że nie udostępnią?" - odpowiada jego rozmówca. Przypomnijmy, że na apel komisji śledczej o przekazanie ksiąg finansowych fundacji Kwaśniewska odpowiedziała, że uczyni to wówczas, gdy wszystkie fundacje będą do tego zobligowane.
"Ja uważam, że jeżeli ktoś będzie pilnował tego i doprowadzi do końca, to jest gwóźdź do trumny" - ciągnie lobbysta podsłuchiwany przez ABW. W dalszej części rozmowy pojawia się temat kont numerycznych dla polityków i zeznań Wiesława Kaczmarka.
"Ja mam np. rachunek, na który wpłacano Kaczmarkowi" - mówi Dochnal. P. dodaje, że ten argument musi być użyty w odpowiednim momencie, "żeby teraz nie był gloryfikowany na jedynego uczciwego - myślę o Rudym" (wiele osób mówi tak o ministrze Kaczmarku z racji koloru włosów).
"Bo na razie Rudy niech mówi, ile wlezie, a na koniec trzeba powiedzieć" - wyjaśnia swojemu pracodawcy asystent. Dochnal dopytuje, czy Kaczmarek sypie nazwiskami.
"Nie wali nazwiskami, wali tymi tekstami, że to o prowizje chodziło, naciski polityczne, że prezydent mija się z prawdą, mówiąc, że nie spotykał się z nim" - wyjaśnia P.
"Tak, to takie oczywiste kłamstwa. Głupio ten Kwaśniewski kłamie, zawsze w zaparte idzie" - puentuje lobbysta.
Później w rozmowie poruszana jest kwestia listu, jaki Dochnal w związku z tą sprawą miał do kogoś pisać. ABW podejrzewa, że zdążył w nim poinformować któregoś z członków komisji śledczej o posiadanej wiedzy. Śledczych interesuje też, czy dziennikarze byli w posiadaniu 156 czy 160 kart zapisów podsłuchów z rozmów Dochnala i jego asystenta. Wyraźnie widać, że te 4 strony są dla służb szczególnie ważne. Dziś sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych spotka się z kierownictwem ABW w tej sprawie. Zdaniem posłów opozycji, mamy do czynienia z drugą odsłoną frontalnego ataku na komisję śledczą.
Jak pamiętamy, poprzednio, blisko cztery miesiące temu, głównymi osiami tych ataków były trzy sprawy: spotkanie Romana Giertycha (LPR) z Janem Kulczykiem na Jasnej Górze (poseł miał domagać się "kwitów" na prezydenta), przeszłość Zbigniewa Wassermanna (PiS) jako zastępcy prokuratora generalnego (był oskarżany, że osobiście postanowił o umorzeniu śledztwa dotyczącego nieprawidłowości przy PKN Orlen), wreszcie asystenta społecznego Józefa Gruszki (PSL) Pawła D. zatrzymanego przy okazji afery w Rafinerii Trzebinia. Teraz ta ostatnia sprawa wróciła. Niby mimochodem prokurator Kazimierz Olejnik w jednej z porannych audycji radiowych powiedział: "Jeżeli mówimy o szpiegostwie, to może taka ciekawostka, że właśnie w sobotę sąd warszawski, na wniosek prokuratury, aresztował kolejną osobę z bliskiego otoczenia jednego z ważnych członków sejmowej komisji śledczej, tym razem pod zarzutem szpiegostwa na rzecz jednego z naszych sąsiadów, także w tej sprawie dzieją się bardzo różne rzeczy i my tego z pola widzenia tracić nie możemy". Nie chciał kontynuować tego wątku, przyznał jedynie, że można powiedzieć, iż chodzi o "kogoś w rodzaju" asystenta. Dwie godziny później prokuratura poinformowała, że chodzi o Marcina T., jeszcze innego byłego asystenta społecznego Gruszki, który "co najmniej wyraził gotowość współpracy z obcym wywiadem". Jak udało się ustalić, chodzi o wywiad rosyjski. Olejnik w radiu powiedział, że chodzi o osobę "bardzo blisko związaną z członkiem komisji". Gruszka zaprzecza.
- Po sprawie z Pawłem D. dokonałem przeglądu moich kilkunastu asystentów i ośmiu z nich nie przedłużyłem legitymacji, w tym właśnie Marcinowi T. - powiedział Gruszka. Zadeklarował gotowość do rezygnacji z kierowania komisją, ale nie została ona przyjęta. SdPl i SLD już jednak złożyły wniosek o wykluczenie posła z komisji i zamierzają go wprowadzić pod obrady Sejmu jeszcze na tym posiedzeniu. Koledzy Gruszki z komisji zwracają uwagę, że nie można mówić o przypadku w tej sytuacji. Zresztą jeszcze w grudniu w wywiadzie dla "Naszego Dziennika" przewodniczący komisji śledczej zapowiadał, że ataki na posłów nadal się będą pojawiały, im bliżej prawdy będzie komisja. Co ciekawe, po południu prokurator krajowy Karol Napierski prostował słowa Olejnika, mówiąc, że T. wcale blisko nie współpracował z Gruszką. - Wiele wskazuje, że mamy do czynienia z grą polityczną pana Olejnika, którą komisja odczuła już dawno - uważa Antoni Macierewicz (RKN).
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2005-03-10
Autor: ab