A nuż się przedawni...
Treść
Dokładnie przed rokiem hamburska policja zatrzymała poszukiwanego listem gończym Henryka Stokłosę, pilskiego przedsiębiorcę i byłego senatora podejrzanego w aferze korupcyjnej w Ministerstwie Finansów. Stokłosa, broniony w pewnym okresie przez obecnego ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego, wówczas adwokata, trafił do aresztu, w którym przebywa do dziś. Choć biznesmenowi-aferzyście postawiono kilkadziesiąt zarzutów, proces do tej pory nie ruszył, nie wiadomo nawet, kiedy się rozpocznie ani przed którym sądem będzie się toczył. A mieszkańcy podpilskich miejscowości od lat terroryzowani i zastraszani przez wszechwładnego "pana na Śmiłowie" nie kryją obaw, że to celowe działanie, które prowadzić może do przedawnienia karalności części zarzutów i zapewnienia bezkarności powiązanemu z politykami Stokłosie. "Czy w Polsce na sprawiedliwość trzeba czekać tak długo" - napisali na nowym transparencie wywieszonym przed Zakładami Mięsnymi Farmutil w Śmiłowie żona i współpracownicy Stokłosy, starający się o jego zwolnienie z aresztu. Co do tego, że na sprawiedliwość w przypadku Stokłosy społeczeństwo czeka już zbyt długo, zgodni są też ci, którzy również niecierpliwie wypatrują rozpoczęcia procesu. Ale na to się nie zanosi. - Społeczeństwo czeka na sprawiedliwość dla Stokłosy od prawie 30 lat, to może coś w tym jest? - ironizuje Jolanta Koper ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej. Wczoraj minął rok od zatrzymania Henryka Stokłosy przez hamburską policję podczas kontroli drogowej. Wielkopolski biznesmen był poszukiwany listem gończym, ponieważ prokuratura podejrzewała, że zamieszany w aferę korupcyjną w Ministerstwie Finansów Stokłosa zyskiwał nienależne wielomilionowe umorzenia podatkowe dzięki powiązaniom ze skorumpowanymi urzędnikami resortu finansów, a także sędzią z Poznania. Obrońca Stokłosy, a był nim do wyborów w 2007 r. Zbigniew Ćwiąkalski, występował o list żelazny dla swojego klienta. Sąd jednak kilkakrotnie nie wyraził na to zgody i w efekcie, po listopadowym zatrzymaniu, biznesmen trafił do aresztu śledczego. Dwanaście miesięcy później terminu rozprawy senatora-aferzysty nie ma. - Na chwilę obecną nie został jeszcze wyznaczony termin rozpoczęcia postępowania - potwierdza prokurator Renata Mazur, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Praga Północ w Warszawie. Papiery żółkną w szufladzie Pikanterii sprawie dodaje fakt, że akt oskarżenia, w którym Stokłosie postawiono 21 zarzutów, głównie korupcyjnych, trafił już w czerwcu do sądu. Sprawę zagrożenia dla środowiska naturalnego wyłączono do odrębnego rozpatrzenia. Jak się jednak dowiedział "Nasz Dziennik", proces nie może ruszyć z miejsca i nie wiadomo, kiedy ruszy. Po licznych wnioskach adwokatów Stokłosy i "pismach proceduralnych" to Sąd Najwyższy musi orzec o miejscu i terminie rozpoczęcia postępowania. Czas płynie, zaś mieszkańcy Śmiłowa i Kaczor zadają sobie coraz częściej pytanie o rzetelność działań polskiego wymiaru sprawiedliwości. - A może się przedawni? Może o to chodzi? Henio zawsze był kryty - mówi jeden z mieszkańców Śmiłowa. Zaskoczenia nie kryją też pytani o sprawę parlamentarzyści, członkowie sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Przypominają, że w innej głośnej sprawie "afery FOZZ" to właśnie opieszałość wymiaru sprawiedliwości przyczyniła się do tego, że kiedy już proces ruszył, część zarzutów uległa przedawnieniu. - Nie chcę się wypowiadać o samej sprawie Stokłosy, mam zbyt mało danych. Ale bulwersuje fakt, że pół roku od skierowania aktu oskarżenia do sądu nic się nie dzieje. Nie należy dopuszczać do sytuacji, w której w tak ważnej z punktu widzenia interesu społecznego sprawie pojawiło się ryzyko, że z powodu takiej opieszałości część zarzutów może za jakiś czas się przedawnić - uważa poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Aferzysta z politycznymi koneksjami Niewykluczone, że obawy pilskiej społeczności nie są bezpodstawne. Już wcześniej skargi i donosy pisane w sprawie Stokłosy przez wiele lat były oddalane lub umarzane jako bezzasadne, a powiązania pilskiego biznesmena z lokalnymi władzami były tajemnicą poliszynela. Na wystawnych bankietach organizowanych w restauracji "Pasibrzuch", również należącej do "pana na Śmiłowie", w minionych latach bawili się politycy: Renata Beger, Andrzej Lepper, Stanisław Stec i urzędnicy, i pilscy policjanci. Funkcjonariusze pilskich organów ścigania korzystali ze sponsorowanych przez Stokłosę kaszanek i kiełbas, w zamian odwdzięczając się "medalem zasłużonego dla NSZZ Policjantów" i przeciekami o nazwiskach ludzi, którzy składali zawiadomienia o przestępczej działalności Stokłosy. Politycy: Stanisław Stec i dzisiejszy wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld (PO), korzystali też z gościnności łamów jednej z gazetek należących do Stokłosy, bezpłatnie umieszczając w niej swoje przedwyborcze felietony. Jednym z obrońców Henryka Stokłosy był zaś obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Z reprezentowania Stokłosy zrezygnował, gdy zaproponowano mu ministerialne stanowisko. - Mam wrażenie, że nad Farmutilem i Stokłosą ciągle jeszcze jest jakiś parasol ochronny. Czekamy na rozpoczęcie procesu i mamy coraz większe obawy - proces potrwa, apelacja również, później kasacja... a czas leci. Płacimy podatki i mamy prawo oczekiwać, że zasady praworządności będą respektowane, tymczasem to, co się dzieje w tej sprawie, ten marazm - jest dla nas oburzające - mówi Irena Sienkiewicz, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej. Wojciech Wybranowski "Nasz Dziennik" 2008-11-14
Autor: wa